4. EPILOG

W Polsce pozostała jeszcze miesiąc,udziały w firmie kupił Jason.Zastrzegłam tylko,aby moja część z firmy w Koloni przeszła na Gabi. Przyjaciólka radzila sobie doskonale miała intuicje i smykałkę do tego,moja decyzja zszokowała ją na początku,ale dała się przekonać.Tylko z nią miałam kontakt,powiedziała że Paddy zrozumiał,nie pytałam co u niego,bo to by bylo rozdrapywanie starych ran,a ja postanowiłam zacząć nowe życie.
W dzień wyjazdu mama próbowała mnie jeszcze przekonać do zmiany zdania.Nie czułam się ostatnio najlepiej,martwiła się o mnie,zaczęłam więc tłumaczyć.

-Mamuś-muszę spróbować gdzieś dalej!

-Tutaj nigdy nie zapomnę,wszystko mi o nim przypomina!-Potrzebna mi zmiana otoczenia!-Jestem twarda!-Poradzę sobie!
Kiwała tylko głową ze zrezygnowaniem.

-Źle się czujesz!-a co będzie jak się rozchorujesz?

-Mamo te dziwne objawy to ze stresu,jak będę na miejscu miną!

-A po za tym to nie koniec świata-Tam też są lekarze!

Na lotnisko odwieżli mnie razem z tatą,płakali oboje,ale ja postanowiłam nie uronić już żadnej łzy.Samolot wystartował,wyjrzałam przez okno żegnając się z Polską.

-Czas zacząć od nowa!
*************************************
Przez prawie tydzień nie wychodził z domu,telefon wyłączył nie chciał aby mu ktoś przeszkadzał,musiał to sam przetrawić.
-Laura z jednym miała racje!-nie zaczyna się nowego życia jak za starym jeszcze nie zamkneły się drzwi!
Dużo grał,pisał nowe piosenki.Jej list i to co się wydarzyło było inspiracją do tworzenia tekstów,a muzyka płyneła z serca,z miłości do niej.To była ostatnia zła decyzja w jego życiu,rozwiedzie się,nagra nową płytę,odbuduje swoją równowagę i jeżeli tak ma być,to się odnajdą i będą razem.

-Damy sobie czas Laura!-Oboje potrzebujemy spokoju by odnaleźć siebie!

-Kocham cię!-ale teraz muszę pozwolić ci odejść!

-Jeszcze tylko coś zrobię!-rozejrzał się po salonie i chwilę potem ich wspólne zdjęcia wróciły na swoje miejsce.
Westchną cicho,a potem uśmiechnął.

****************************************

Dwa lata później

Laura siedziała uśmiechnięta na ganku swojego małego domku.Gdy go zobaczyła.od razu się zakochała,zbudowany był z kamienia,miał czerwone dachówki i okiennice. W środku były tylko dwie sypialnie,salon,kuchnia i mały gabinet.Styl minimalistyczny-bielone ściany i ciężkie drewniane podłogi,otoczony był małym,białym płotkiem,a z tyłu rozciągał się różany ogród,zaś centralną jego częścią byl kamienny stół z ławeczką. Przypomniała jej się bajka Alicja w krainie czarów,wreszcie poczuła,że znalazła swoje miejsce,swój raj na ziemi!
Cofnęła się pamięcią do chwili kiedy tu przyjechała.
Włochy powinny jej służyć,ten klimat,dobre jedzenie,wino,a ona czuła się co raz gorzej,była ciągle zmęczona i płaczliwa.Nie miała apetytu,często bolał ją brzuch i miała mdłości,gdyby nie wiedziała że jest bezpłodna od razu by poleciała po test ciążowy.

-Muszę iść do lekarza!-to może być coś poważnego!-Ile można cierpieć z milości?-A jeśli to depresja?

Kontakt miała tylko z rodzicami i Gabi,przed nimi udawała szczęśliwą i zadowoloną.
Siedziała w poczekalni gabinetu lekarskiego i czekała na wyniki badań,bała się diagnozy,czuła jakiś nieokreślony niepokój!

-A jeśli to coś poważnego?

Nagle pomyślała o nim,tak bardzo go teraz potrzebowała.Miała zacząć wszystko od nowa,a czuła się coraz bardziej samotna,tak bardzo tęskniła.Chyba już nigdy się z tego nie uwolni-Paddy na zawsze pozostanie jej przekleństwem,dobrze że chociaż koszmary się skończyły!
-Pani Laura…….?-wstała odruchowo słysząc swoje imię.

-Proszę do gabinetu!

Posłusznie podążyła za lekarzem,białe ściany działały na nią deprymująco,przypominały o tragedii.

-Usiądzie pani?-doktor wskazał krzesło

-Więc,pani Lauro!-badania wyszły nie najgorzej!

-Ma pani niewielką anemie,ale to normalne w tym stanie!?

-Zapisałem recepte na witaminy,żelazo i kwas foliowy.

-Dam też skierowanie na badanie USG i do ginekologa,trochę niepokoją mnie te bóle brzuch!?
Patrzyłam na lekarza oniemiała z wrażenia,jego słowa wmurowały mnie w krzesło.

-To nie możliwe?!-wydukałam.

-Ja nie mogę mieć dzieci!-w przeszłości zostałam zgwałcona!

-Nie wiem jaki był powód diagnozy w tamtym czasie,ale wyniki wskazują jednoznacznie!

-Potwierdzi to badanie USG!-lekarz obstawal przy swoim.

-Może to zmiany hormonalne?-ostatnio miałam dość burzliwy okres?-nie dawałam za wygraną.

-Proszę się uspokoić!-zrobi pani badania i wszystko będzie jasne!

Na drugi dzień leżałam na kozetce z odsłoniętym brzuchem,poczułam zimny żel i wstrzymałam oddech.

-Prosze się rozluźnić!-mloda lekarka uśmiechneła się i przekręciła monitor w moją strone.

-A więc!-pokazała mały punkcik,to pani dziecko!-z tego co widzę to początek ciąży,jakiś 8 tydzień. Zaraz posłuchamy bicia serduszka!-nagle usłyszała najpiękniejszy dźwięk!

Zamknęła oczy i zaczęła plakać,poczuła ciepło w sercu-teraz już nigdy nie będzie sama!

-Czy wszystko w porządku?-zapytałam nagle

-Jak na razie wszystko jest prawidłowo!

-Tylko proszę o siebie dbać!

-Będę!-wracając do domu całą drogę się uśmiechałam.

-Więc zostały mi po tobie nie tylko wspomnienia?

Teraz już będę szczęśliwa!!!!
**********************************
Ciąża przebiegała prawidłowo, chodziłam na długie spacery i dobrze odżywiałam,mdłości i zmęczenie ustąpiło wraz z trzeci miesiącem,często kładłam ręce na brzuchu upewniając się czy to prawda.O moim stanie wiedziała moja mama i Gabi,nawet chciały przyjechać,ale się nie zgodziłam.Dobrze mi bylo samej,mogłam bez skrępowania opowiadać do brzucha o Paddym,w takiej chwili czułam jak by byl przy mnie. Wiedzialam tylko,że się rozwiódł i nagrał nową płytę,którą zresztą mi przysłały.
Często jej słuchałam,uspokajała mnie,a potem i moją kruszynkę w brzuchu,jak by wyczuwała,że to jej tata.Na ostatni miesiąc ciąży przyjechała do mnie mama,martwiła się ze jestem sama,że sobie nie poradzę?Namawiała abym powiedziała mu prawdę.

-Mamo zrozum!-Jak by mnie kochał to już byśmy byli razem!-nie chcę aby wrócił z obowiązku!-Jeżeli się spotkamy powiem mu prawdę, ale na razie jest dobrze!

Urodziłam późną wiosną,był koniec maja gdy odeszły mi wody.Poród był dość ciężki,gdyż dziecko było duże,do tego ta pora roku, gorąco i parno.,ale ja myślałam tylko o tym że za chwilę wezmę je w ramiona.
Nie chciałam znać płci,więc wybrałam imiona dla chłopca i dziewczynki,mamie nie bardzo się podobały,więc często kręciła nosem.

-Hope-dla córki!

-Wictor-dla syna!

-Co to za imiona?-Takie nie polskie!-narzekała.

-Mamo już podjęłam decyzje!-to moje dziecko!

Urodziło się jak wschodziło słońce,byłam spocona i wyczerpana gdy usłyszałam płacz!

-Gratuluję pani!-piękna,zdrowa dziewczynka!-lekarz położył mi dziecko na brzuchu.
Dotknęłam jej główki,potem rączek.

-Witaj na świecie Hope!-a w myślach dodałam. -Masz córkę Paddy!
**************************************

Od wyjazdu Laury minęły już dwa lata,tak jak postanowił zaczął porządkować swoje życie od rozwodu.Z Rose nie poszło mu tak łatwo jak z Joelle,prócz domu który kupił przed ślubem wyrwała od niego jeszcze niezłą sumkę.To jak się zachowała przekreśliło pozostanie przyjaciółmi,a nawet znajomymi,nie chciał jej już nigdy widzieć.Nagrywanie i promocja płyty zajęła mu pół roku,wychodził ze studia nocami,ale dzięki temu nie myślał o Laurze. Krążek ukazał się na pułkach jakoś na wiosnę,zastanawiał się czy zauważyła,czy kupi i będzie słuchać,nagle wspomnienia wróciły ze zdwojoną siłą.
Większość utworów powstało po ich wspólnej nocy,znowu zaczął myśleć i tęsknić,do tego dochodziły te niepokojące sny.Widział w nich zmartwione oczy Laury i przeraźliwy płacz dziecka!

-Co to mogło oznaczać?-bał się o nią co raz bardziej!
-Muszę porozmawiać z Gabi!-może coś mi o niej powie?

Minęło tyle czasu a ona nadal nie chciała z nim poruszać tematu Laury,zaraz po moim rozwodzie powiedziała tylko,że wyjechała na stałe iże w końcu jest spokojna!
Złapałem kluczyki i zbiegł do samochodu,jakiś czas później wchodził do budynku firmy.

-Pan do kogo?-drogę zagrodził mu portier.

-Ja do pani Gabrieli!-w prywatnej sprawie!

-Na górę windą……!-Znam drogę!-nie dałem mu dokończyć.

Stanął przed drzwiami i na chwilę się zawahał,a potem delikatnie zapukał.

-Proszę!-usłyszał ciepły głos.

-Paddy!-to znowu ty?-machnęła ręką jak by odganiała natrętną muchę.

-Przyszedłem zapytać czy nie zmieniłaś zdania?

-Nie!-obiecałam jej!-nie bądź uparty.

-Gabi!-zlituj się i daj mi szansę chociaż z nią porozmawiać!

-Ty swoją szansę juz miałeś!-tylko zamiast ją wykorzystać,wolałeś wywalić ją za drzwi.

-i ułożyc sobie życie z inną!-dodała kończąc zdanie.

-Wiesz jak przyłożyć!-Tak aby zabolało!

-Czego ode mnie oczekujesz?-tylko szybko bo nie mam czasu!

-Daj chociaż jej numer telefonu!-Muszę z nią porozmawiać,coś mnie niepokoi!

-A to dobre!-teraz zrobiłeś taki troskliwy?-A gdzie byłeś jak ona przeżywała tragedie gwałtu?Robiłeś karierę,a w między czasie kosiłeś trawniczek w koło wypasionego domu.

-Nigdy mi nie odpuścisz?-myślałem że się lubiliśmy?Słuchaj ja muszę ją chociaż usłyszeć,bo zwariuję!Od kilku dni mam dziwne sny,widzę ją zmęczoną,smutną i przeraźliwy płacz dziecka!

-Gabi nagle zbladła!-spuściła oczy i zaczęła miętosić jakieś kartki.

-Co jest?-dziwnie się zachowujesz.

-Nie…..wydaje…. ci się!

-Nie chcesz to nie mów!-pojadę do jej rodziców,może tam się czegoś dowiem?-cześć.

-Paddy poczekaj!-jęknęła.

-Może faktycznie już czas abyście się spotkali?

-Masz tu jej adres!-najwyżej mnie zabije!

-Tylko muszę cię ostrzec,bardzo dużo się zmieniło,to co tam zastaniesz może być dla ciebie szokiem!

-Wszystko lepsze niż ten niepokój!

Dopiero na dole odważył się otworzyć złożoną kartkę.

-Włochy!-gdzieś ty wariatko przede mną uciekła?

-No to czas się pakować i po bilety!

-Na miejscu będę się martwił jak mi zatrzaśniesz drzwi przed nosem!

*******************************

Z lotniska wziął taksówkę,podał adres rozsiadł się wygodnie na tylnym siedzeniu,patrzył w boczną szybę i podziwiał widoki.Jeżeli nie będziesz chciała ze mną rozmawiać ,to chociaż sobie widoki pooglądam.

-Tu jest pięknie!

-Jesteśmy na miejscu!-taksówkarz odwrócił się do niego.

-Mam wyjąć bagaże?-czy poczekać?

-Wysiadł i rozejrzał się!-Tu jest pięknie!Mały domek,ogród i widoki!

-To tutaj sobie żyjesz?-Jak ty to znalazłaś?

Odwrócil się do mężczyzny i wręczył mu banknoty.

-Proszę wyjąć bandaż!-zostaję.

-Dziękuję!-Do widzenia!

Stanął przed furtką,jeszcze chwilę się wahał,zapukał odczekał chwilę,potem jeszcze raz-cisza.Nacisnął klamkę drzwi się otworzyły,rozejezał się spodobało mu się surowe lecz przytulne wnętrze.

-Laura jesteś tu?-zawołał nieśmiało.
*********************************
Właśnie przewijała Hope,gdy go usłyszała,przymknęła oczy i od razu zobaczyła jego twarz.

Ja chyba wariuję!-nie tylko go widzę,ale i słyszę!

-Malutka twój tatuś już nigdy nie wywietrzeje mi z głowy!-odezwała się do gaworzącej córki.

-Co ty powiedziałaś?-krzyknął stając w drzwiach.

Odłożyła dziecko do łóżeczka,zacisnęła ręce na szczebelkach,zrobiło jej się ciemno przed oczami,nabrała powietrza jak ryba wyjęta z wody,na to nie była gotowa,jeszcze nie teraz!

-Co ty tu do diabła robisz?-odpowiedziała z wściekłością,którą chciała przykryć swój strach.

Paddy stał z otwartą ze zdziwienia buzią i nie wiedział co odpowiedzieć?Widok jaki zastał na górze całkowicie wytrącił go z równowagi.-Masz dziecko?-wydukał

-Nie odpowiadaj pytaniem na pytanie!

-Przyjechałem żeby z tobą porozmawiać,ale tego się nie spodziewałem?

-Skąd wiedziałeś gdzie mnie szukać?-zresztą nie odpowiadaj domyślam się.-Gabi!

Chciał spojrzeć jej w oczy,ale Laura spuściła wzrok,bała się że z nich wyczyta wszystko,sytuacja zrobiła się niezręczna,a milczenie krępujące.Pierwszy raz w jego towarzystwie poczuła się jak kretynka.

-Chciałeś porozmawiać?-pierwsza przerwała ciszę.

-Zejdźmy do kuchni!-napijesz się czegoś?Kawy?A może coś zimnego robi się gorąco?

-Ej!-Paddy!-jesteś tam?-Obudź się!-pomachała mu ręką przed nosem.
Wracał do rzeczywistości nadal wpatrując się w kołyskę.

-Mówiłaś coś?-Zamyśliłem się i nie słuchałem!

Przyłożyła palec do jego ust,aby go uciszyć,nachyliła się nad łóżeczkiem,okryła córeczkę kolderką i wskazała mu drogę do salonu.Poszedł za nią chociaż wcale nie miał ochoty opuszczać tego pokoju,kołyska go hipnotyzowała.
Zeszli na dół.

-No więc?-Czego się napijesz?-powtórzyła pytanie

-Obojętne!-nie chcę robić kłopotu?-wzruszył ramionami.

-Jak to!-zawsze wiedziałeś czego chcesz,ty rozpoczynałeś ty kończyłeś,każda decyzja zawsze sprowadzała się do osiągnięcia własnego szczęścia.To nic że po drodze pojawiały się ofiary-zaśmiała.

-No to się dobraliśmy!-ty też mnie zostawiłaś dla Luca,aby osiągnąć swoje szczęście.

-Punkt dla ciebie!-odburknęła nalewając wodę do czajnika.

-Laura nie przyjechałem do ciebie,aby wypominać wspólne błędy!

Chciał ją wziąć za rękę,ale cofnęła się o krok,bała się jego dotyku,to burzyło jej spokój i trzeźwość myślenia.Zalała kawę,wzieła tacę i zaczeła kierować się na taras.

-Przyjechałem,bo martwiłem się o ciebie!

-Tak nagle?

-Wcale nie nagle!-od jakiegoś czasu nękałem Gabi o twój telefon,ale dopiero teraz się złamała.

-Co takiego jej zrobiłeś,że uległa?-Gabryśka to twarda sztuka!

-Wiesz Laura!-ostatnio często mi się śniłaś i to nie były dobre sny.

-Paddy!-nie masz wobec mnie żadnych zobowiązań!-Nie musisz jechać na drugi koniec świata aby się mną zajmować-radzę sobie!

-Masz dziecko?-a napisałaś w liście…….przerwał,nadal mu było ciężko o tym mówić.

-Widzisz!-życie jest przewrotne,sama byłam w szoku jak się dowiedziałam.Po prostu wykorzystałam ten znikomy procent szansy,którą miałam,chociaż ja wolę myśleć,że to cud!

-Spojrzał na nią i zaczął w myślach liczyć!

-A co z ojcem?-zapytał wprost.

-Matka jest ważniejsza!-podniosła butnie głowę.-Ale tak nie można!-Twoja córka będzie kiedyś pytać!-to dziewczynka?

-Tak!-Hope!

-Nadzieja!-pięknie.

-No to co z tym ojcem?

-Nic!-nie byliśmy małżeństwem,nie byliśmy nawet razem,nie planowałam tego,a nawet nie spodziewałam,wiesz dlaczego!

-Więc on nie wie?

-I nie dowie się!-ja tego nie chcę!

Sama sobie się dziwiła z jaką łatwością przychodziło jej ukrywanie przed nim prawdy.Pogadają,powspominają i pojedzie,najważniejsze żeby nie zobaczył małej,ona jest do niego taka podobna!
Rozmawiali długo,on opowiadał o rozwodzie,o nagrywaniu płyty.Ona o tym jak postanowiła tu przyjechać,jak dowiedziała się że jest w ciąży.Oboje zrozumieli że przez swoje wybory,nawzajem się skrzywdzili.Nie wspominali tylko o uczuciu,o miłości którą czuli,bali się zerwać tę cienką nić jaka się między nimi zawiązała-nić przyjażni. Wróciło to co zgubili z początku ich znajomości.
Kilka razy wchodziła na górę do córeczki,przewijała ją,karmiła i tuliła,malutka była spokojna jak nigdy,jak by odezwał się w niej zew krwi,jakby czuła że odwiedził ją ktoś szczególny. Znała ten głos,przecież zasypiała przy jego piosenkach,zaczynała go rozpoznawać na zdjęciach.
Laura od razu postanowiła,że opowie jej o nim,że nie będzie ukrywać kto jest jej ojcem i wytłumaczy dlaczego nie ma go z nimi.
Rozejrzeli się,słońce chyliło się ku zachodowi,pierwszy raz od tak dawna czuli się ze sobą tak swobodnie-stracili poczucie czasu!

-Będę się zbierał!-Trochę się zasiedziałem!-a ty masz pewnie swoje sprawy?

-Gdzie się zatrzymałeś?-zamówię ci taksówkę-złapała za telefon.

-Jeszcze o tym nie myślałem?

-Przyjechałem prosto z lotniska!-poczuł się dziwnie zawstydzony.

-Bagaż nadal stoi pod twoim płotkiem!-dodał i spuścił głowę.

-No to mamy problem!-o tej porze nie znajdziesz tu noclegu!

-Paddy posłuchaj!-jeszcze chwilę się wahała.

Dom jest mały,nie ma tu pokoju goscinnego?-ale kanapa w salonie jest nawet wygodna.

Moja mama spała na niej prawie miesiąc i nie narzekała,

-Jesteś pewna!-uśmiechnął się

Nie była pewna!To może być jej największy błąd,ale nie mogła pozwolić mu spać pod gołym niebem.

-Dobra!-Nie ma o czym gadać!-idź po swoje rzeczy.

-Ty zajmiesz dół!-A my górę!-I nikt nie będzie wchodził sobie drogę.

-Jutro pomyślisz co dalej!?

Pokazała mu co gdzie jest,dała ręczniki i czystą pościel,a potem znikła na górze. Dlugo leżał i nie mógł zasnąć,myślał jak dobrze się tu czuje,to miejsce,ten dom,Laura i dziecko śpiące na górze,obudziły w nim tęsknote posiadania rodziny.Mogli by tak żyć z dala od wszystkich,razem!

-Rozmarzyłeś się stary!-Laura na to nie pójdzie!

Leżał jeszcze jakiś czas wpatrując się w sufit,ale sen nie chciał przyjść,za dużo wrażeń.Nagle usłyszał płacz,przez chwilę pomyślał że to jego sen,otworzy oczy i wszystko umilknie! Usiadł,ale kwilenie nie cichło,odczekał pięć minut,potem następne,ale płacz nie ustępował.Założył spodnie i postanowił to sprawdzić,czemu mała się nie uspokaja,może będzie mógł pomóc?
Stanął pod drzwiami pokoiku Hope,zajrzał do środka,ale nie było nikogo.
Pewnie nie słyszy!-pomyślał,wycofał się i podszedł pod drzwi sypialni Laury i zapukał.

-Laura mała się obudziła i płacze!-cisza.-Laura nie słyszysz?-nacisnął klamkę,ale pokój był pusty,nie było jej.Cholera co robić?-postanowił uspokoić dziecko.

-Ci….. maleńka!-Jakoś sobie poradzimy!-Mamusi gdzieś zniknęła wujek się tobą zajmie!

Podszedł do łóżeczka,nachylił się nad nim i zaczął delikatnie przemawiać,dziewczynka zaczeła się powoli uspokajać,Chciał odejść,ale mała znowu zakwiliła!

-Wiesz wujek ma lepszy pomysł!-zaśpiewamy sobie kolysankę!

Wyjął ją z łóżeczka,trzymając w ramionach zaczął delikatnie kołysac i nucić coś pod nosem. Usiadł w fotelu,zapalił lampkę na stoliku,spuścił oczy na dziecko i oniemiał,cofnął się o wiele lat i przypomniał sobie swoje zdięcia z dzieciństwa.

-Mój Boże!-trzymał w ramionach swoją kopie.Te same granatowe oczy,miedziano brązowy kolor włosków i ten ruch rączki odgarniający niesforny kosmyk opadający na czoło.

-Ona jest moja!-zaczął po prostu płakać.

Zrozumiał wszystko,swoje niespokojne sny,dziwne zachowanie Laury i uwaga rzucona przez Gabi

-Ale dlaczego?-Co ja takiego zrobiłem że nie chciała mi powiedzieć?

Pytanie pozostało bez odpowiedzi.
**********************************
Leżała bez celu wpatrując się w drzwi.

-Co mnie napadło!-Jak mogłam mu to zaproponować?Ona i Paddy pod jednym dachem to nie mogło się dobrze skończyć!
Wstała,założyła gruby blezer,postanowiła wyjść do ogrodu,ochłonąć i pomyśleć,zeszła na dół do kuchni wzięła butelkę wody i już miała wyjść na zewnątrz,staneła jednak na chwilę i zerkneła w stronę salonu.

-Pewnie śpisz!-Ile ja bym dała za spokojny sen!

-Jutro wyjedziesz i wszystko wróci do normy!

Jakiś czas siedziała na kamiennej ławeczce i rozmyślała,tak naprawdę nie chciała aby wyjeżdżał,nadal go kochała i strasznie tęskniła.Wiedziała że nigdy o nim nie zapomni,Hope jest do niego taka podobna,ile razy spojrzy na nią to tak jak by widziała jego,zatrzęsła się z chłodu.
-Pora wracać!
**************************************

Jeszcze wczoraj chciał wyjechać,ale teraz!Spojrzał na córkę i łzy znowu popłyneły po twarzy,była taka cieplutka,tak ufnie wpatrywała się w niego,ogarneło go uczucie jakiego nigdy nie znał,dla tej małej zrobi wszystko,zrozumiał że już nigdy nie pozwoli się od niej odsunąć,zamierzał błagać Laurę……!
Weszła na górę i od razu zobaczyła światło w pokoju córki.
-O nie!-wrzasnęła otwierając drzwi.-Jak mogłaś!-Nie miałes prawa!

Spojrzał na nią z nad dziecka ocierając łzy.

-Ja jak mogłem!-A ty!-Chciałaś to przede mną ukryć?-Dlaczego?-Nie rozumiem?

Oparła się o framugę drzwi,spuściła głowę,nie mogła patrzeć na widok ich razem,za bardzo jej się to spodobało.
Jak dowiedziałam się o ciąży,oboje byliśmy na zakręcie,zranieni z bagażem złych doświadczeń.
To nie mogło się udać!!!

-A teraz?-zapytał z nadzieją w głosie

Chciała odpowiedzieć coś innego,ale gdy spojrzała jak jej (ich)córeczka spokojnie śpi w jago ramionach zmieniła zdanie.
-Teraz!-Powinniście sie lepiej poznać!
Podeszła do nich,ukucnęła przy fotelu i uśmiechnęła się,poczuła spokój i wtedy wiedziała że to dobra decyzja.

THE END

Resztę to tylko wasza wyobraźnia!!!!

3. Czas rozliczeń

W Berlinie była tydzień może trochę dłużej,chciała pozamykać swoje sprawy.Po nocy spędzonej z nim znowu uciekała,znowu musiała zaczynać wszystko od nowa,wiedziała że nigdy tam nie wróci.Tam została ukształtowana,poznała co to miłość prawdziwa i szalona,zdradziła i została zdradzona.To tam została brutalnie zgwałcona,aby potem dowiedzieć się że nigdy nie urodzi dziecka. Długo nie mogła się z tym pogodzić i zapomnieć,koszmary prześladowały ją bardzo często,nienawidziła facetów!
A potem ta noc z nim wyleczyła mnie,z nim nie byłam bierna, współodczuwałam miłość i namiętność,pogodziłam się sama ze sobą,skończyły się koszmary w końcu jestem spokojna.Postąpiłam tak jak trzeba,nie chciałam robić mu problemów gdyż szczęście budowane na łzach nigdy nie trwa długo,tak było z Joel i tak by było teraz.Spłaciłam swój dług wobec niego i dobrze się z tym czułam.
Egoistka Laura znikła na zawsze!!!
Siedziałam na ławce w ogrodzie rodziców i planowałam swoją przyszłość,dalsze życie.Jedno wiedziałam na pewno żadnych facetów! Wyjęła z portfela ich wspólne zdjęcie,tylko tyle jej po nim został.
Postanowiła wyjechać do Wloch,pamiętała jak była tam z Paddym. Kupi mały domek,ułoży sobie życie,odbuduje pewność siebie-to będzie jej miejsce,jej raj!

*******************************

Zanim wszedł do domu długo zastanawiał się co jej powie,tym razem nie chciał ukrywać nocy spędzonej z Laurą. Przeżycia ostatniej nocy uświadomiły mu,że wolałby takie niepewne życie i strach przed zdradą z Laurą,niż spokojna wegetacja z Rose.Zdawał sobie sprawę że ją bardzo zrani,tyle dla niego zrobiła,kochała go,ale czy nie skrzywdzi jej bardziej-zostając!
Wszedł specjalnie głośno zatrzaskując drzwi,zobaczył ją siedzącą przy stole w kuchni,płakała.Przypomniał sobie rozmowę z Joelle kilka lat temu,jakby przeżywał deja vu.
-Gdzie byłeś całą noc?-jej głos był spokojny.

-Chociaż!-nie musisz odpowiadać,chyba się domyślam!Widziałam jak zareagowałeś na jej widok-zrobiła pauze.

-Jak zamieszkaliśmy razem wiedziałam że nadal ją kochasz i jak bardzo cię skrzywdziła.

-Kochałam cię!-starałam się wymazać jej obraz z twojej głowy,ale nasz związek to nie duet,a tercet i to trochę egzotyczny.

-Wczoraj zrozumiałam,że nigdy z nią nie wygram!

-Mam do ciebie tylko jedno pytanie!-Dlaczego poprosiłeś mnie o rękę?-tylko nie mów że pod wpływem chwili!

-To małżeństwo było z rozsądku,taka twoja bezpieczna przystań!-Naprawdę nic do mnie nie czułeś?

Była taka nienaturalnie spokojna,jakże inna była jej reakcja w porównaniu z jego pierwszą żoną.

-Rose!-zaczął powoli bojąc się zburzyć ten jej spokój,nie chciał histerii.

-Wtedy właśnie tak czułem,byłem pewien że nam się uda!

-Do puki się ona nie zjawiła!?-weszła mu w słowo.

-Nie!-zaprotestował głośno.

-Od pewnego czasu czułem że cię oszukuje!-Laura nie ma z tym nic wspólnego.

-To co nie byliście razem?-zapytała drwiąco.

-Tak…..,ale ona zniknęła,niczego sobie nie wyjaśniliśmy,jednak to nie zmienia faktu że cię zdradziłem i nie możemy być razem!

-Wiem!-zadrżała wstając, obejrzała się jeszcze odchodząc krzyknęła.

-Twoje rzeczy są w pokoju gościnnym!!!

-Uf….!-wypuścił głośno powietrze.-No to następne małżeństwo zakończone przez Laure!

-Następny ślub wezmę tylko z tobą kochanie!-muszę cię znaleźć!

Wziął swoje rzeczy i udał się do samochodu,gdy drzwi się zanim zatrzasnęły poczuł ulgę .Zaczął się zastanawiać od czego zacząć?Przypomniał sobie kto jest jej wspólnikiem i nagle go olśniło.Jason!Podjechał pod dom sąsiada i zadzwonił domofonem,czekał kilka chwil gdy usłyszał piskliwy głos.

-Słucham?!

-To ja Paddy!-zastałem Jasona?

-O tej porze jest już w firmie!-zapomniałeś że to pracoholik!-wyczułem w jej głosie zniecierpliwienie.

-Alise!-a możesz mi podać adres?-Mam do niego sprawę!

-Zapisać ci czy zapamiętasz?

-Zapamiętam!-uslyszalem ulice i numer-Wiem gdzie to jest !-dzieki!?

Z pod bramy ruszył z piskiem opon,może niedługo znów ją zobaczę,może wyjaśni czemu znikła.Myśli w jego głowie szybowały z prędkością światła,ale jak
zatrzymał się pod okazałym budynkiem ogarnęły go wątpliwości.Przypomniało mu się jak zareagowała na wiadomość o tym że jest żonaty,czyżby wszystko miało się powtórzyć.

-Wytłumaczę jej na pewno zrozumie.

-Oboje popełniliśmy błędy!

Ale gdy wchodził na piętro wskazane przez portiera już nie był taki siebie pewny.Poczuł strach!

-A jeżeli ta wspaniała noc oznaczała koniec wszystkiego!?

Gdy wszedł na górę Jason już na niego czekał.

-Co się stało,że sam Paddy Kelly odwiedza mnie w pracy?-zapytał z przekąsem.

-Szukam pewnej osoby!-tak konkretnie to Laury twojej wspólniczki.

-A co ty chcesz od mojej Laury?-zobaczył zdziwienie na twarzy Pada.

-Miałem nadzieje na bliższy kontakt z nią,ale mnie wystawiła i wyjechała!

-Nic mi nie wyjaśniła!?-zostawiła przez Gabi tylko pełnomocnictwo.

-No cóż!-Fajna była!

Nie podobało mu się to co słyszał,a do tego ona zniknęła i nic mu już nie wyjaśni.

-To jakiś koszmar!-Poczuł zazdrość o tego faceta!

-Jak chcesz się dowiedzieć coś więcej zapytaj Gabi!?-urzęduje w pokoju obok,to jej asystentka.

-A tak na marginesie!-nie wiedziałem że ją znasz?

-Byłem z nią przez półtora roku!-dawno się nie widzieliśmy.

-Chcesz odnowić wasze stosunki?

-To już zrobiłem poprzedniej nocy!

Złośliwość,za złośliwość pomyślał Patrick,nie czekając na ripostę wyszedł.
Staną pod drzwiami od gabinetu i zapukał.

-Proszę!-usłyszał znajomy głos

-Cześć Paddy!-Gabi się uśmiechnęła-Chodź pogadamy!

-Napijesz się czegoś-wody?-może kawy?

-Nie!-Dzięki!-ja w innej sprawie?

-Wiem po co przyszedłeś!-ale niewiele mogę ci pomóc?

-Laura ostatnio lubi znikać!-Coś ty jej znowu zrobił,że uciekła?

-A więc nie pomożesz mi?-opuścił głowę i zaczął iść w stronę drzwi.

-Zaczekaj !-Po co te nerwy?!

-Niewiele wiem,ale mam coś dla ciebie!-wyciągnęła do niego rękę z kopertą.

-Laura prosiła abym ci to przekazała jak będziesz jej szukał!

-W tym liście wyjaśnia ci wszystko!

-Przykro mi!-jak będziesz chciał pogadać lub napić się drinka to zadzwoń!

Wziął od niej wizytówkę i wyszedł.

………………………………………….
Jak schodził na dół czuł jak by miał zaraz umrzeć!To co było ich udziałem poprzedniej nocy,dawało mu nadzieję na szczęście z kobietą którą kochał szczerze. Przestał się bać,zaufał, wybaczył,ale czy nie za późno?
Krew odpłynęła mu z twarzy,nie mógł złapać tchu,czuł jak by ktoś odciął mu tlen. Wsiadł do samochodu odpalił silnik,ale nie był w stanie odjechać,oparł głowę o siedzenie-Powinien ochłonąć! Oglądał list od Laury z każdej strony,ale mógł go teraz otworzyć,nie był gotowy na jego zawartość.

-Czego się z niego dowie?-Jaką tajemnice zawiera?

Kilka godzin jeździł po mieście bez celu,bał si wrócić do mieszkania w którym tak niedawno przeżywał najpiękniejsze chwile swojego życia.Gdy dotarł na miejsce było już dawno po północy,oczy go piekły ze zmęczenia.Z bagażnika wyjął swoje rzeczy i poczłapał na górę,wszedł do środka,ale jedyne na co miał siłę,to osunąć się bezwładnie po drzwiach na podłogę.Nie wiedział ile tak przesiedział w ciemności z kieszeni wyjął kopertę………
-No stary odwagi!-Czas na prawdę!

Podniósł się, wyciągnął piwo z lodówki i usiadł na kanapie.Uniósł list do twarzy,koperta pachniała Laurą-tyle wspomnień.Nie była zalepiona,więc wyjął kartki zapisane jej charakterem pisma,było tego sporo.

-Co takiego napisałaś?-Czego nie mogłaś powiedzieć mi w oczy?
Odpowiedziała mu niema cisza,pytanie pozostało bez odpowiedzi.

*******

Kochany Mój!!!
Gdy czytasz te slowa ja jestem już bardzo daleko.
Wiem że teraz czujesz do mnie żal i nie rozumiesz czemu tak postąpiłam?
Uwierz!Będziesz mi za to wdzięczny i jeszcze podziękujesz.
Poznaliśmy się w najmniej odpowiednim okresie naszego życia,nie potrafię sobie teraz przypomnieć w którym momencie się w Tobie zakochałam.Po naszym pierwszym razie byłam taka szczęśliwa,zrobiłabym dla Ciebie wszystko,potem dowiedziałam się że masz żonę-mój świat legł w gruzach.Z perspektywy dalszych wydarzeń już wtedy powinnam to zakończyć.Własnego szczęścia nie buduje się na łzach innej osoby,bo ból zadany wraca w dwójnasób. Zawróciłeś mi w głowie chłopaku,dla Ciebie zmieniłam całe życie,ale czułam się w twoim świecie jak w nieswojej bajce.Chociaż bardzo się starałeś twoja rodzina nigdy mnie nie zaakceptowała,czułam jak bym była na nie swoim miejscu.Potem Luc mi to uświadomił i pogubiłam się myląc miłość z zauroczeniem,gdy to zrozumiałam było już za późno!! Postanowiłam jeszcze raz o nas zawalczyć,miałam nadzieje że jeszcze mnie kochasz,ale Ty w dość brutalny sposób mnie tej nadziei pozbawiłeś pokazując mi drzwi po naszej wspólnej nocy.Wtedy kochałam cię jak nikogo na świecie i wtedy zrozumiałam!
-Nie będzie już Padda i Laury!
Dwa długie miesiące podnosiłam się z tego,a i tak do końca mi się to nie udało.To od wtedy zaczęłam płacić za grzech bycia z facetem innej kobiety,potem zostałam brutalnie zgwałcona-chciałam umrzeć!Bóg miał dla mnie inny plan,okazało się że nie będę mogła mieć dzieci. Nienawidziłam siebie,nienawidziłam swojego ciała,jako kobieta nie istniałam.,od tamtego zdarzenia nie przespałam spokojnie żadnej nocy,koszmary prześladują mnie do dziś! Zawodowo osiągnęłam wszystko, otworzyłam firmę,odniosłam sukces,lecz jako człowiek byłam martwa. Żylam z dnia na dzień,już nie patrzyłam w przyszłość,ale jedno sobie przyrzekłam już nigdy nie otworze serca na żadną miłość! Paddy!-nie planowałam naszego spotkania,myślałam że udało mi się o tobie zapomnieć,ale jak widać serca nie da się oszukać,jak kiedyś tak i teraz nie miałam prawa cię kochać,nie miałam prawa dotykać,byleś zakazany.Okazałam się taka słaba,to była moja ukradziona noc,takie pożegnanie dla mnie,dla ciebie,dla Rose.Wtedy zrozumiałam,że nie przestanę cię kochać,ale też nigdy nie będziemy razem!
Pozamykałam wszystkie moje sprawy,sprzedałam udziały w firmie,pożegnałam się z Tobą,naszymi miejscami i postanowiłam wyjechać.Ja tam już nigdy nie wrócę Paddy!!!!
Bądź szczęśliwy,dbaj o żonę,o dzieci które będziesz miał.Graj,twórz muzykę i wspominaj tylko nasze dobre chwile.
Żegnaj
Laura
P.S.Nie szukaj mnie!

**********************
Siedział i patrzył tępo w jeden punkt,powoli docierały do niego słowa listu,zrozumiał wszystko a nawet więcej.Uświadomił sobie że krzywda jaką mu wyrządziła odchodząc do Luca,była niczym w porównaniu z tym co on jej zrobił.Spokojnie układał sobie życie,a nawet raz nie pomyślał,że ta jego decyzja tak bardzo ją złamie.

-Jakim był egoistą!-dla własnego spokoju i ze strachu poświęcił taką miłość!

-Jak mógł pomyśleć że zapomni,że ułoży sobie życie z kimś innym.

Przypomniał sobie rozmowę z Jimmym z przed lat.

-Miałeś racje bracie!-miłość i szczęście nie przychodzi na zawołanie!
Mógł mieć wszystko:-ukochaną kobietę,szczęście,dom id dzieci,ale nie potrafił wybaczyć i zaryzykować?!

-A teraz został z niczym!-wsadził głowę pomiędzy nogi i zapłakał!

2. Skradziona noc

Sobota 2 dni później

Laura stała na zapleczu i przez uchylone drzwi zerkała na salę.
-Sporo ludzi!-mruknęła-Nie źle!
Jeszcze tylko przemowa,wywiad dla prasy,jakiś toast szampanem i mogę spadać do domu.Czuła się ostatnio jakoś zmęczona,niespokojna.zbyt często wracała do przeszłości, źle spała wrócily koszmary.To miasto źle na nią wpływało,miała już zabukowane bilety do Polski-tam na pewno się zregeneruje!

-Gabi z Jasonem na pewno sobie poradzą!

Poczuła ręce na biodrach i znajomy głos wyrwał ją z rozmyśleń.

-Gotowa?-powiedziała przyjaciółka.

-Chyba tak!

-To co się tak trzęsiesz?

-Nie wiem?-Mam jakąś tremę!

Wyszła na scene ze wspólnikiem, przedstawili się . Zaczęła opowiadać o charakterze firmy,o świeżości w pomysłach,o doświadczeniu w branży.Dziennikarze zaczęli robić zdjęcia,flesz aparatu oślepił ją na chwile,a gdy otworzyła oczy zobaczyła Go!
Stał pod rękę z tą samą blondynką,którą widziała u Joelle.

-A więc nadal są razem!-pomyślała

Poczuła,że nogi się pod nią uginają,jak za raz nie wyjdzie to upadnie,zdążyła tylko szepnąć do mężczyzny obok.
-Zastąp mnie!-potem ci to wyjaśnie.

-Uciec stąd!-uciec jak najdalej!

Gdy zamykały się za nią drzwi już nie myślała logicznie,chwyciła torebkę i w samym żakiecie opuściła przyjęcie.Biegła przed siebie nie wiadomo jak długo,nagle ogarnęła ją cisza. Nie słyszała już gwaru ulicy,świateł latarni ani klaksonów samochodów. Rozejrzała się,stała nad jakąś wodą,nie był to park tylko jakiś skwer zielonej trawy i uroczy staw.Nagle siły ją opuściły i po prostu klapnęła pupą na trawę , rozpłakała się.
**************************************

Rozpoznał ją od razu jak tylko stanęła na scenie i zaczęła mówić. Zmieniła się bardzo,schudła,była blada i okropnie smutna.Jedyne co pozostało bez zmian to usta i te czarne oczy,które prześladowały go od pewnego czasu.
Nagle wszystko zrozumiał!Musiała tu być jakiś czas skoro zakładała firmę,jak mogli się tak długo nie spotkać,to dlatego myślał o niej cały czas.

-Telepatia czy coś?-mruknął.

-A może uczucie miłości?-jego serce ją wyczuwało!
Przymknął oczy.

-Co ja mam teraz zrobić?-Muszę z nią chociaż porozmawiać!

Gdy otworzył oczy jej już tam nie było,nagle poczuł panikę

-Nie może znowu zniknąć!?

Nic nie miało teraz znaczenia,ani głośny gwar ludzi,ani zszokowana żona ściskająca go za ramie, rozejrzał się po sali wyrwał z uścisku Rose i pobiegł do szatni po płaszcz.

-Gdzie jesteś Lauro?-Muszę cię odnaleźć!

Olał wszystko,Rose,przyjęcie,ludzi,nie zastanawiał się nad konsekwencjami swojego zachowania,po raz kolejny wszystko spieprzył!Ale jak długo jeszcze zdołał by oszukiwać żonę,od pewnego czasu drażniła go jej bliskość i zaborczość.
-To koniec!-wszystko albo nic!

Szkoda mu jej było,ale jak mógł być z nią kochając inną.

-Paddy!-usłyszał swoje imie-obok niego stała Gabi i dziwnie się uśmiechała

-Wiedziałam!-a Laura wybiegła z budynku!

-Muszę cię ostrzec,ona sie bardzo zmieniła!-Możesz być w szoku!
Ale on już jej nie słuchał,wybiegł na zewnątrz znalazł kluczyki od samochodu i ruszył z piskiem opon.
*************************************

-Laura do cholery !-gdzie jesteś?-mówił szeptem jak by to miało mu pomóc ją odnaleźć.

Był zły na siebie,że zwlekał tak długo i na nią za……no za co?Jeździł bez celu,nie wiedział gdzie jej szukać i nagle ją zobaczył,siedziała na trawie z podkulonymi nogami. Zatrzymał się kilka kroków za nią,pochylił glowę i ramiona,ręce wsuną głęboko w kieszenie spodni,z trudem powstrzymał się żeby do niej nie podbiec.Zatrzymał się i czekał aż Laura odwróci się do niego.

-Przepraszam Cię!-te słowa padły z obu stron,dwa zdania,dwa głosy,dwa uśmiechy-nieśmiałe,przebaczające i proszące o wybaczenie.
Nie mógł sie powstrzymać i wziął ja w ramiona,chciał tylko przytulić i pocieszyć,ale kiedy uniosła ku niemu swoją twarz,żadna siła,ani zbliżający się deszcz,ani wiatr szarpiący im włosy,nie mógł powstrzymać go od pocałunku.

Miała delikatne wargi,jej oddech pieścił jego policzek.Stali tak blisko siebie,że czuł dotyk jej ciała,zapragnął zatopić ręce w jej włosach.Całował czoło, powieki,dotykał wargami jej trzepoczących rzęs,potem pocałował delikatnie miejsce za uchem,gdzie zapach jej ciała był tak mocny.Powoli przesuwał wargami po jej policzku aż natrafił na usta i już nic dla niego nie istniało! Zapragnął jej całej,chciał poznać jej smak,chciał ją kochać.

-Lauro!-szeptał,odchylając głowę, aby jej sie przyjrzeć.

Wyglądała jak by obudziła się z głębokiego snu.Nigdy dotąd nie pragnął żadnej kobiety!

-Nie odtrącaj mnie!-Proszę!-potrząsnął ją delikatnie.

-Nie zrobię ci już krzywdy!-Nigdy!-obiecuję

-Paddy!-szeptała nieśmiało.

-Byliśmy już tam!-Pamiętasz?!-nic dobrego z tego nie wyszło!

Odepchnęła go od siebie i zacząla iść w stronę ulicy.

-Uciec!-byle dalej od niego.

Pobiegł za nią,złapał za ramiona i odwrócił do siebie.

-Laura jesteś cała lodowata!-nie zabrałaś ze sobą płaszcza,mam samochód, odwiozę cię.

-A co z Rose?-jej bespośrednie pytanie na chwilę zbiło go z tropu.

-Poradzi sobie!-odpowiedział nie zastanawiając się.
-Chodz!-obiął ją ramieniem i poprowadził do auta,nie opierała się,nagle poczuła że naprawdę zmarzła.

Siedzieli w samochodzie,ale Patrick nie odjeżdżał,patrzył w przednią szybę i milczał
-O co chodzi?-Czemu nie jedziemy?

-Nie możemy nawet porozmawiać?

Mieszkam z Gabi,a hotele mnie odpychają,kojarzą mi się z czymś o czym wolałabym zapomnieć,więc może jakaś knajpa!
-Mam lepszy pomysł!

Odpalił samochód i skierował się w stronę centrum,Laura oparła glowę o siedzenie i zamknęła oczy,ciepło samochodu zaczęło ją rozluźniać,a może to jego obecność,tylko przy nim czuła się bezpieczna.

-Jesteśmy!-głos Pada wyrwał ją z odrętwienia,otworzyła oczy

-Zwariowałeś!-krzyknęła

-Zabierasz mnie do waszego mieszkania?-od razu poznała to miejsce.

-Nie waszego?-tylko naszego!-Uśmiechną się
-Z nią!-mieszkamy w domu pod miastem.

-Ach…….!-urwała w pół słowa i dodała

-Nie pozbyłeś się go?

-Nie!-Nie mógłbym!-Zapraszam!

Bała się,ale nie było odwrotu,nie chciała już uciekać,nie mogła,nie miała siły.Otworzył przed nią drzwi,weszła i od razu powróciły wspomnienia.Kiedyś obiecała sobie że nigdy tu nie wróci,a jednak,Rozejrzała się po mieszkaniu,niewiele się zmieniło, jedynie ich wspólne zdjęcia znikły.

-Napijesz się wina?

-Chcesz mnie upić abym się mniej opierała?-zapytała złośliwie
.
-Liczę na to!-odpowiedział i spojrzał tak jak on potrafił

Wiedziała że przepadła!!!

-Do cholery!-nie jest nam potrzebne jedzenie,ani wino.

-Ja mam naprawdę dość!-stracił cierpliwość

Patrzyła na niego!Był u kresu wytrzymałości,wszystko zależało tylko od niej,bała się że serce wyskoczy jej z piersi, podjeła decyzje i nie zmieni jej chciała tylko wierzyć że jest to coś więcej niż tylko namiętność.

-Chcę ciebie!-powiedział nagle.-Chcę abyś znalazła się w moich ramionach i w moim łóżku,pragnę czuć pod sobą twoje nagie ciało.Jeżeli zapomniałaś jak to jest przypomnę ci i pragnę Laura słyszeć jak wypowiadasz moje imię błagając o więcej.Chcę abyś się przekonała że beze mnie…….-Paddy przerwał i uderzył reką w stół,próbował się uspokoić po tym nagłym wybuchu,popatrzył na nią smutno

-Teraz już wiesz!

Obiecałem sobie że nigdy nie okaże jak silne są moje uczucia,ale nie mogłem się pohamować.

-Nie chciałem cię przestraszyć!

Nie mogłam w to uwierzyć,więc on myślał że przestraszy mnie gwałtowność jego uczuć,chyba nie domyślał się że jego wybuch jest odzwierciedleniem tego co i ja czułam.Swoim szalonym wyznaniem sprawił że przestałam się bać

-Nie boję się Paddy- szepneła i podeszła do niego.

-Laura!? wyszeptał szczęśliwy że zrozumiała

Przez chwilę tylko trzymał ją w ramionach,zapamiętując dotyk jej ciała,ale kiedy przylgneła do niego zaczął ją powoli całować.Pieścił wargami jej usta,drażnił,uwodził,aż wydobył z nich jęk.Przytuliła się do niego jeszcze mocniej ,poczuł jak jej dłonie przesuwają się po jedwabiu jego koszuli.
Laura zadrżała,nie chciała aby on ją kochał,miłość-to cierpienie a ona nie chciała cierpieć,instynkt mówił że powinna odejść teraz kiedy jeszcze nie jest za póżno. Ale kiedy znowu ją obiął wiedziała że nie będzie w stanie tego zrobić.
Boże!Jeszcze nigdy nie było tak cudownie jak teraz,tak płomiennie,tak mocno,tak gwaltownie i tak czule.Życie,oddychanie,po prostu istnienie było teraz piękne,w jego ramionach czuła jak wspaniale jest być kobietą.Próbowała zachować rozsądek,ale jednym spojrzeniem zniweczył jej zamiary,usiłowała się jeszcze bronić,ale topniała pod wpływem jego pocałunków.Zaniósł ją do ich dawnej sypialni położył na łóżku i zaczął się rozbierać,a kiedy znów otoczył ją ramionami i przycisną mocno moje dłonie przesunęły się po jego ciele i odnalazły twardą męskość.
Zanurzył ręce w jej bujnych włosach,całował je wyjmując spinki,aż czarną kaskadą opadły na jej ramiona.Wtedy powędrował ustami po jej policzku do skroni,całował mocno jej szyję,wędrował dłońmi po jej ciele,pieścił spragnionymi wargami jej krągłe piersi.

-Nie!-krzykną gdy cienki materiał zagrodził mu drogę.Z trudem odnalazł szereg małych guziczków,które przytrzymywały stanik sukienki,niezgrabnie próbował je rozpiąć.

-Do licha!-Kto ci kupił taką rzecz?

Jego twarz zroszona była potem,gdy zacisną palce na brzegu sukienki,Laura usłyszała szelest rozdzieranego matriału,guziczki odskakiwały jeden po drugim,aż cienki materiał spadł na podłogę.Nie starała się zakrywać swojego ciała i przez moment widziała w jego oczach wyraz bezgranicznego zachwytu.Jak zahipnotyzowany dotkną jej piersi,przesuną czubkiem palców po miękkich wypukłościach drażniąc je delikatnie,a potem uspokajając wargami.
Patrick czuł jak paznokcie Laury wbijają mu się w skórę,a ciało wygina w łuk poruszając w rytm jego pieszczot.Chwycił ją na ręce i położył na łóżku okrywając własnym ciałem, zaczął całować mocno,niemal brutalnie,uniosła się ku niemu odwzajemniając pieszczoty,każdy pocałunek błagał o następny.Każda jedna pieszczota mijała a zaczynała się następna.Przypomniał sobie jej ciało,był siłą i mocą, byl nieskończoną cierpliwością,podczas gdy ona się spalała w ogniu pragnień.I wtedy stał się jej kochankiem,stali się jednością. Zaspokojony leżał w jej ramionach,pomyśleli że jeżeli można poddać się milości,to poddali jej się oboje.
Obudziła się gdy świtało,Paddy spał,więc wstała i zeszła po cichu na dół do kuchni,spojrzała przez okno,noc się właśnie kończyła,a z nią jej sen.Wiedziała że postąpiła nierozważnie,wbrew swoim postanowieniom. Przez moment była taka szczęśliwa.Pojawiły się wyrzuty sumienia, napłyneły smutne wspomnienia.

-I po raz kolejny jesteś tą drugą!

-Kradniesz faceta innej kobiecie!

Nie będzie powtórki z rozrywki,nie pozwolę się znowu wywalić za drzwi!Pozbierała swoje ubrania,jeszcze raz spojrzała na drzwi sypialni i wyszła po cichu z mieszkania.Na dole wyjeła telefon,aby zadzwonić po taksówkę,wyświetlacz wskazywał kilka nieodebranych połączeń od Jasona i Gabi,wystukała smsa.

-Gabi wracam!-wyjaśnię ci wszystko w domu!?

Wsiadła do taksówki,otuliła się żakietem,jeszcze raz spojrzała,łzy spłynęły po policzku.

Żegnaj!!!
************************************
Obudził się szczęśliwy i taki rozluźniony,spełniony,odruchowo sięgnął ręką aby przytulić Laurę,poczuł strach,bo miejsce bylo puste.Poderwał się i zbiegł na dół z myślą,że pije kawę w kuchni,ale w mieszkaniu jej nie było!

-Nawet nie porozmawialiśmy!-mruknął

-Dlaczego uciekłaś bez słowa?!

Zaczął się zastanawiać.?

-A czemu nie?

-Co mógłbyś jej teraz zaofiarować?

-Masz żonę kretynie!-poukładane życie!

-Idylle!-Gdzie tu miejsce dla niej!?

Usiadł zakrył twarz rękoma i zapłakał.

-Ogarnij się stary!-znowu wszystko rozpieprzyłeś!
Poczuł jak grunt mu się usuwa z pod nóg,a może wlaśnie wszystko wraca na swoje miejsce,musi wszystko wytłumaczyć Rose i odnaleźć Laurę.
********************************
Jak dotarła do domu przyjaciólka siedziała już w kuchni i piła kawę.
-A ty już nie śpisz?-zapytałam spuszczając głowę,

-Gdzie byłaś?-rzuciła Gabi

-Z……..!
-Wiem!-ale czemu nie zadzwoniłaś,że spędzisz tam całą noc!-Martwiłam się!

-Gabryśka jestem już dużą dziewczynką i nawet mamie się nie tłumaczę!-puściłam jej oczko.

-No i jak?!-przyjaciółka podniosła brwi.

-Ni jak!-Głupia Laura nie uczy się na błędach!

-Co znowu cię pogonił?

-Nie!-tym razem sama wyszłam!

-Co kiepski się zrobił w łóżku!?-żonka go ugładziła i nie spełnił twoich oczekiwań!-zachichotała.

-Wręcz przeciwnie,było wspaniale!-Jak byśmy się nigdy nie rozstali

-Dlatego wyszłam bez wyjaśnienia,aby zachować w pamięci wspaniałe chwile.

-Zwariowałaś!-wybuchła Gabi.

-Nie!-tym razem muszę być twarda i patrzeć trzeżwo na sytuację.

-Zapomniałaś,że on ma żonę?-już raz rozbiłam mu małżeństwo,drugi raz tego nie zrobię!

-On będzie cię szukał!

-Nie sądzę!-raczej będzie ukrywał tę noc,aby nie rozpierdzieliło się to jego idealne życie!

-Na razie i tak wyjeżdżam,więc będzie miał wszystko ułatwione.

Spojrzały na siebie i uśmiechneły się jakoś tak smutno.

-Na pewno wiesz co robisz!?-Chyba tak?-zająkła się.
Więcej nie powróciły do tematu,Laura spakowała się,zostawiła pełnomocnictwa dla Jasona i ustawiła walizki pod drzwiami.

-Gabi nie smuć się!-nie rozstajemy się na zawsze.

-Wierzę,że poradzicie sobie razem doskonale.

-Ja na razie muszę wyjechać i wszystko przemyśleć

Pokiwała delikatnie głową i nic już nie odpowiedziała,uściskały się serdecznie.Laura otworzyła torebkę i wyjęła kopertę,jeżeli jednak by mnie szukał dasz mu to,tam są moje wyjaśnienia.

-A gdzie ty w ogóle wyjeżdżasz?

-Na razie do Berlina,a potem do Polski do rodziców.

-Czas na mnie!-Do zobaczenia!

Gdy wsiadała do taksówki wiedziała,że nigdy tu nie wróci.Ukradła jedną noc i to było jej potrzebne,aby się ostatecznie pożegnać.

1. Powrót do przeszłości nie jest taki zły

Niespodzianka! Pierwsza część zakończenia, napisanego przez czytelniczkę Agnieszkę Pytkowską :) To jej wersja zakończenia Sick With Love :) Zapraszam. Niedługo wrzucę kolejną.

Jeżeli masz problem z poczuciem humoru i dystansem do świata lub cierpisz na nadciśnienie i uwiąd starczy,Nie czytaj tego!W każdym innym przypadku przed rozpoczęciem czytania zapoznaj się ze znaczeniem słowa ironia ,gdyż wypociny moje niewłaściwie zrozumiane mogą zagrażać życiu albo zdrowiu.

Część 1

Wszystko zaczęło układać się znakomicie, filia firmy była prawie na ukończeniu,udało się dość szybko zatrudnić potrzebnych pracowników.Gabi bardzo łatwo wdrożyła się w najważniejsze sprawy,okazała się nie zastąpiona.
W Koloni dużo się zmieniło,a ona mieszkała tu cały czas,nawet z Jasonem dogadywała się bez trudu.
I we mnie wszystko się zmieniło:inaczej się ubierałam,inaczej malowałam,inaczej zachowywałam(czasami sama się nienawidziłam)
-Gdzie się podziała ta dziewczyna?-Taka ufna i zakochana!
I za raz sobie odpowiedziałam.
-Sama ją zniszczyłaś!-Miałaś wszystko!-Chciałaś więcej!
Ile teraz by oddala,aby cofnąć czas!Machnęła ręką odganiając od siebie natrętne myśli z przeszłości,które czasem wracały.
-Przecież już sobie poradziłaś!-krzyknęła cicho do siebie i otarła łzę z policzka.
Czasami wspomnienia wracały,nie wiadomo dlaczego,jak by świadomość nie pozwalała jej się od tego uwolnić.Prześladowały ją jego granatowe oczy,które patrzyły jak wyrzucał ją z mieszkania po wspólnej nocy.Dosyć Laura!Od pewnego czasu czuła ogromny niepokój.

**********************************
Minął rok od ślubu z Rose i dwa od ostatniego spotkania z Laurą.Kiedy nagrywał nową płytę i jeździł na koncerty starał się o tym nie myśleć.Podjął decyzje i nie żałował tego,kochał Laurę,ale strach i poczucie zdrady nie pozwalała się do tego przyznać , no i teraz miał żonę
Zdecydował o ślubie,bo tego od niego oczekiwała!mieszkali rok,więc to było naturalne,a po za tym dla niego bezpieczne,bez motyli w brzuchu, innego faceta za plecami.Więc czemu tak często o niej myślał.Miał w pamięci jej rozchylone bordowe usta i czarne oczy spoglądające tak zalotnie,poczuł gorącą fale spływającą po plecach.Tęsknił za nią!!!Wpadł do łazienki i odkręcił zimną wodę ,musiał ochłonąć i się opanować.
-Co się z tobą dzieje?!-pomyślał
-Rose nie może się o tym dowiedzieć!
Dwa tygodnie póżniej
Była w Koloni ponad miesiąc,wraz z Gabi kończyły sprawy związane z promocją firmy,Jason miał sporo znajomości,wiec wszystko było ułatwione i odbywało się bez przeszkód.Od kiedy wynajęła z przyjaciółką mieszkanie starała sie ograniczać z nim kontakty.Na początku bawiła ją ta znajomość ,Jason był przystojny i pociągający, a po za tym odpowiadał jej w łóżku,tylko że ostatnio stał się trochę zaborczy.Czas na ewakuacje!
Z zamyślenia wyrwał ją jego głos.
-Laura!-spotkamy się dzisiaj?
-Wiesz że nie mam czasu!
-Czy ty masz kogoś?!
-Kto jak kto,ale ty nie powinieneś mi robić scen zazdrości!-W końcu to ty masz żonę!
-Ha ha śmieszne!-odpowiedział drwiąco.
-Wychodzę!-na biurku masz zaproszenia na otwarcie firmy i bankiet.
-Resztę roześle Gabi!
-Prasa powiadomiona?-zapytał zrezygnowany.
-Ta…..Cześć!-Laura odetchnęła z ulgą zamykając drzwi.
Nigdy już nie stanę się powodem rozpadu czyjegoś małżeństwa,bo potem to ja wychodzę na tym najgorzej.Jeszcze tylko kilka dni i wyjadę,nie ma sensu prowokować sytuacji.
-Gabi doskonale sobie poradzi!-stwierdziła bezwiednie opadając na fotel przy biurku.
Spojrzała w okno.
-piękna pogoda!-chyba wybiorę się na spacer?
Wzięła ponczo i czarną kopertówkę udając się do wyjścia,
-A ty co?
-Idę na spacer!
-Sama?-zdziwiła się Gabi
-Ta…. muszę pomyśleć!-Niepokój powrócił!!!!
Wyszła na zewnątrz, owiał ją chłodny wiatr,lato miało się ku końcowi. Owinęła szczelnie ramiona i udała się w stronę parku,pierwszy raz od powrotu odważyła się pójść w znajome miejsce.Usiadła na ich ławce i przymknęła oczy,wspomnienia powróciły.Przypomniała sobie co jej wtedy powiedział nic, zupełnie nic. Zacisnęła ręce na brzegu,już wtedy powinna odpuścić.Liczyła że on nadal darzy ją tym samym uczuciem.Jak bardzo się pomyliła!!!jeszcze dwa dni i pobyt tutaj nie będzie konieczny,wyjedzie i nie będzie tak często o tym myśleć.Podniosła się , zaczęła zmierzać w stronę mieszkania.To był ciężki dzień!Jutrzejszy nie zapowiadał się lepiej!
*********************************
Paddy podjechał pod dom późnym wieczorem,celowo wyszedł ze studia o tak póżnej porze,liczył że Rose będzie już spała.Ostatnio coraz trudniej było mu znosić jej ciągłe pretensje:że za póżno wraca,że nie wychodzimy razem,że nie rozmawiamy.Narzekała że nie ma już między nimi takiej bliskości,że jej nie przytulam.
Wiedział że ma racje,ale co mógł jej powiedzieć?
-Kochanie masz racje!-zmieniłem się,bo od pewnego czasu moje myśli i serce zajmuje inna kobieta,a dla ciebie nie ma tam miejsca!
Nie potrafił wytłumaczyć,ale od jakiegoś czasu czuł jakiś dziwny niepokój.W każdej ciemnowłosej dziewczynie widział Laurę. Łapal się na tym,że celowo jeździ w miejsca gdzie kiedyś razem bywali.Czuł że popełnił błąd,zaczynał żałować swojej decyzji.Zamyślił się!
-Co teraz robisz?-jesteś szczęśliwa?-masz kogoś?
Do rzeczywistości przywrócił go głos żony.
-Paddy kotku!-co tam robisz po ciemku?
-Czemu nie wchodzisz?
-Rose!-jestem zmęczony,wezmę prysznic i położę się!-Porozmawiamy rano!-cmoknął ją w policzek i zaczął wchodzić na górę.Chwyciła go za rękę.
-Poczekaj!-Mam coś dla nas!-pomachała mu kopertą przed nosem.
-Co to jest?-List!
-Nie głuptasie!-odpowiedziała z uśmiechem.
-Więc!-zapytał znudzony.
-Zaproszenie na otwarcie nowej firmy Jasona!-Pójdziemy?
-A kiedy to jest?
-Za dwa dni w sobotę!-tylko mi nie mów że jesteś zajęty,ostatnio i tak nie ma cię w domu.
-Jeśli chcesz to możemy się wybrać!-chociaż nie lubię takich imprez.
-Paddy!?
-Rose na boga!-czy mogę już iść na górę,padam z nóg.
Nie czekając na jej reakcje odwrócił się i wyszedł.

125. AMAZING GRACE

49bdc805328cb532a22bdb1d9ab05d07

14368787_901822786588997_480846135128757015_np

A więc stało się. Serdecznie zapraszam na ostatni rozdział mojego opowiadania. Dziękuję każdemu, kto poświęcił dla mnie choć odrobinę uwagi. Dziękuję wszystkim wspaniałym czytelniczkom za każdy komentarz, każdą cenną uwagę, za śmiech i łzy. Jestem z siebie dumna, że dobrnęłam do końca :) Dziękuję!
Pojawi się jeszcze krótki epilog i bardziej szczegółowe podziękowania, ale prawdziwy koniec jest już dziś. Jeszcze raz dziękuję i pozdrawiam!!!

125.
- Nie mogę uwierzyć, że umarł…- Jimmy postawił torbę podróżną na podłodze i wszedł do mieszkania Paddiego.- I to w moim łóżku…- dodał ze zgrozą.

- Jego rodzice przyjechali dopiero wczoraj, wyobrażasz to sobie? – Paddy przetarł dłonią oczy. Był koszmarnie zmęczony. Od trzech dni czuł się jak we śnie. Prawie nie spał, w dodatku wziął na siebie wszystkie obowiązki związane z przygotowaniem pogrzebu. Nie chciał dodatkowo obciążać Laury, zresztą nie widzieli się od tamtej tragicznej nocy.

- Zawsze mieli go w dupie – Jimmy rozsiadł się na kanapie.- To my byliśmy jego rodziną, taka jest prawda.

- Mimo tego co się stało…- Pddy usiadł obok brata.- Bardzo się cieszę, że spędziłem z nim te ostatnie chwile. Spędziliśmy, z Laurą -poprawił się szybko.- To było jak terapia, oczyszczenie…Nareszcie pozbyłem się tego ucisku, który nie pozwalał mi normalnie oddychać…W pewnym sensie zrozumiałem jego postępowanie…- Paddy zamyślił się. – Będzie mi go brakowało – szepnął smutno.

- Jesteś mądrym facetem, Paddy – - Jimmy niezgrabnie przytulił brata.- Obaj wiele razy zbłądziliśmy, ale nigdy nie chcieliśmy źle, prawda?

- Prawda – przytaknął. Pomyślał o Laurze. Zastanawiał się, co teraz robi. Czy miał ją kto przytulić?

Przez chwilę milczeli. W pewnym momencie Jimmy przerwał panującą ciszę, chrząknął i wyprostował się.

- Rose jest w ciąży – wypalił prosto z mostu, lekko zachrypniętym głosem.

- Słucham?- Paddy patrzył na niego, jakby zobaczył ducha.- O czym ty mówisz? – zapytał cicho.

- Rose będzie miała dziecko…Spotkałem ją w Londynie – Jimmy zarumienił się nieznacznie. – To szósty miesiąc.

- Boże kochany…- Paddy zerwał się z kanapy, łapiąc się za głowę.- Co robić? Co robić? – krążył wokół pokoju. – Jimmy! – przystanął nagle.- Co ja mam teraz zrobić? Będę ojcem? Nigdy nie chciałem być weekendowym tatusiem…Ale oczywiście będę ją wspierał…Boże! – wykrzyknął nagle. Pomyślał o Laurze. Usiadł.- A jak ona się czuje? – zapytał słabym głosem.

- Bardzo dobrze – Jimmy uśmiechnął się.- To dziewczynka.

- Dziewczynka…- wyszeptał Paddy, zaciskając dłonie na leżącej obok poduszce.- Mała dziewczynka…Blond włosy po mamie…Talent po tatusiu…- jego głos przybrał lekko rozmarzony ton…- To, że nie jesteśmy razem, nie znaczy, że nie możemy być najlepszymi rodzicami! – krzyknął nagle.- Muszę natychmiast zadzwonić do Rose – miotał się po pokoju w poszukiwaniu telefonu.

- To nie twoje dziecko idioto – Jimmy wpatrywał się w niego z absolutnym spokojem.

- Słucham?

- Nie ty jesteś ojcem.

- Nie ja? – Paddy stanął na środku salonu. Był całkowicie oszołomiony.

- Przypomnij sobie, kiedy zostawiłeś Rose…

- Kiedy zostawiłem? – usiadł wreszcie. Zamknął na chwilę oczy. Jaki to był dzień? Wspomnienia wróciły ze zdwojoną siłą. Konkurs na dyrektora. Rose przytula się do niego, a on życzy jej powodzenia. Zawozi ją do szkoły. Jest gorąco. Przypomina sobie to uczucie pustki, które wtedy towarzyszyło mu codziennie. Ciągła, nieustająca tęsknota…I jedno pragnienie. Znaleźć ją. Być z nią, bez względu na wszystko…Szaleńcza jazda na lotnisko, gorączkowe poszukiwania i wreszcie ulga…Jest, siedzi tuż obok, jadą razem, choć oboje wiedzą, że nie powinni…- Otworzył oczy…- To był pierwszy tydzień września – tylko tyle udało mu się powiedzieć.

- Jest połowa kwietnia, Paddy…To się stało po wyjeździe Rose do Londynu, rozmawiałem z nią…Poznała faceta, chciała zapomnieć, odciąć się…Teraz będzie miała z nim dziecko. Nie są razem – Jimmy wyrzucał z siebie słowa z prędkością karabinu.- Prawie go nie znała, kilka spotkań…Nie kocha go.

- Ach tak…- Paddy nadal nie mógł się otrząsnąć.- Trzeba było tak od razu, idioto! – warknął w końcu.- Chcesz mnie zabić?

- Chcę się nią zaopiekować – Jimmy nawet go nie słuchał, patrzył w okno, lekko się uśmiechał.- Nią i dzieckiem. Nie może być teraz sama.

- Nie może – przytaknął Paddy.- Co możemy dla niej zrobić? Potrzebuje pieniędzy? – podrapał się po głowie.- Zamierza zostać w Londynie?

- Namawiam ją żeby wróciła…- Jimmy wstał i w przypływie nagłe odwagi powiedział.- Ja się wszystkim zajmę. Chcę z nią być. Jako jej facet – chrząknął.- Kocham Rose.

- Boże…- Paddy pobladł.- Odbiło ci? Znowu robisz sobie ze mnie jaja? – wpatrywał się w brata z szeroko otwartymi ze zdumienia oczami.

- Mówię poważnie – Jimmy poprawił przewieszony przez ramię sweter.- Nie potrzebuję twojego błogosławieństwa, ale chciałem żebyś wiedział – odwrócił się pięcie.

- Mówisz serio? – Paddy wyciągnął rękę, zatrzymując brata.- Pamiętaj, że Rose to nie zabawka.

- Chyba nie ty powinieneś mi o tym przypominać…

- Faktycznie…- zreflektował się.- Jeśli to wszystko prawda…- zamyślił się na chwilę.- Choć trudno mi w to uwierzyć – dodał szybko.- Wiedz, że zawsze życzę ci szczęścia…Wam – poprawił się, kręcąc głową.- Obydwoje na to zasługujecie.

- Po pogrzebie lecę do Londynu – Jimmy uśmiechnął się szeroko.- Idziemy na usg.

- Boże…- to było jedyne, co zdołał wyszeptać…

…………………………………………………

- Ta czy ta? – Nicole stanęła przed Laurą, trzymając w ręce dwa wieszaki, na których wisiały sukienki.

- Co za różnica? – Laura, niechętnie skupiła na nich wzrok.- Obie są czarne.

- Jedna ma długie rękawy, druga jest koronkowa – Nicole, cierpliwie czekała na opinię przyjaciółki.- Więc która?

- Bura – warknęła Laura, odwracając głowę.- To pogrzeb, a nie rewia mody.

- Na pogrzebie też trzeba wyglądać odpowiednio – niezrażona Nicole machnęła wieszakami.- Koronkowa – podjęła decyzję.- I kapelusz z woalką.

- Naoglądałaś się za dużo seriali – Laura tylko pokręciła głową.- Zresztą, mam gdzieś w co się ubierzesz – ze smutkiem wpatrywała się w swoje dłonie. Zacisnęła usta, próbując się nie rozpłakać. To wszystko, co ostatnio się stało, nie mieściło jej się w głowie. Śmierć Lucasa, ten czas spędzony przy jego łóżku, zostawiły po sobie nieodwracalny ślad. Płakała za nim, za tą bezsensowną, przedwczesną śmiercią człowieka, który miał przed sobą całe życie, ale doskonale wiedziała, że to nie był jedyny powód jej łez…I to ją przerażało. Starała się nie myśleć o tej nocy, którą dzieliła z Patrickiem. Pożegnanie z Lucasem, uczestniczenie w tym, jak odchodzi, dłoń Paddiego zaciśnięta aż do bólu na jej, odrętwiałej ze strachu dłoni, łzy w jego ramionach…To było coś…Coś mistycznego, nieporównywalnego z niczym innym. Coś, co połączyło ich na zawsze. Wspólny ból, smutek i żal…Poczucie niesamowitej straty…Utrata przyjaciela, ale nie tylko. Utrata siebie nawzajem…

- Halo! – Nicole zamachała dłonią wprost przed jej oczami.- Myślisz, że ja nie cierpię? – zapytała ze smutkiem.- Że nie jest mi żal tego wesołego blondyna, z którym przecież kiedyś tak wiele mnie łączyło? Był częścią mojego dzieciństwa, a później kimś bardzo ważnym – rozpłakała się.

- Wiem, przepraszam…- Laura wstała żeby przytulić przyjaciółkę.- Jestem okropna. Po prostu to wszystko trochę mnie przerasta…- oparła głowę na ramieniu przyjaciółki.

- Tęsknisz za nim? – Nicole spojrzała jej w oczy.

- Za Lucasem? Trudno powiedzieć. To mieszanka różnych dziwnych uczuć, sama ich nie rozumiem…

- Dobrze wiesz, że nie o niego pytam – przyjaciółka przerwała jej w połowie.

- Cholernie…- Laura na chwilę przymknęła oczy.- Ale to minie. Wszystko mija…

- Spróbujcie jeszcze raz – Nicole wstała, nie spuszczając z niej wzroku.- Uda wam się.

- Za dużo już było tych prób. Za dużo niepotrzebnych słów. Nie potrafimy przestać się ranić – Laura stwierdziła gorzko.

- A potraficie bez siebie żyć?

- Wszystkiego można się nauczyć – zmusiła się do uśmiechu.- Powinnyśmy zacząć się ubierać, bo w końcu się spóźnimy – wstała, kierując kroki do łazienki.- Będziesz wyglądać pięknie w tej koronkowej sukience – zwróciła się do Nicole.- Na pewno Lucas własnie taką chciałby cię widzieć.

- A wiesz co ja myślę? – Nicole zatrzymała ją w pół kroku.- Że chciałby widzieć ciebie i Paddiego razem. Ucieszyłby się.

- Lucas niczego już nie może zobaczyć…- szepnęła Laura i zamknęła się w łazience.

………………………………………………………….

Stała sama, na samym końcu korowodu czarnych sukienek i eleganckich marynarek. Kilka kroków przed nią, Nicole cicho płakała, wtulając się w ramię Daniela, który dotarł w ostatniej chwili żeby dodać im otuchy. Nie chciała rzucać się w oczy. Nie miała ochoty na rozmowę z Patricią czy kimkolwiek innym z rodzeństwa Kelly. Kim była? Właściwie nikim. Tak się czuła. Nie podnosiła głowy, słuchając słów księdza, który wspominał zmarłego. Nie podniosła, kiedy kilka osób dzieliło się wspomnieniami na temat Lucasa. Patrzyła w ziemię, szeroko otwierając suche oczy. A więc to koniec. Koniec pewnego rozdziału. Paradoksalnie, śmierć Lucasa pozwalała zacząć jej żyć na nowo, ale jednocześnie zatrzaskiwała za nią pewne drzwi…Czubkiem buta kopnęła grudkę ziemi, ręce schowała do kieszeni płaszcza. Dość długo stała zgarbiona, z pochyloną głową. Miała już odejść, kiedy usłyszała pierwsze takty…Przepiękne dźwięki, tylko jedna osoba potrafiła tak grać…Co to za piosenka? W pierwszej chwili nie potrafiła rozpoznać, ale gdy usłyszała słowa, już wiedziała. Serce zabiło jej mocniej, stłumiła szloch. Podniosła głowę, nie potrafiła się powstrzymać. Słowa z ust Paddiego, płynęły gładko.

Amazing Grace, how sweet the sound
That saved a wretch like me.
I once was lost but now I’m found,
Was blind but now I see…

Bezgłośnie poruszała ustami. Łzy kapały jej wprost na policzki i spływały w dół mocząc szyję i grafitową apaszkę. Nie potrafiła ruszyć się z miejsca. Nawet, nie zauważyła, kiedy jego głos ucichł, była jak otępiała. Zadrżała, szczelniej otulając się płaszczem. Czuła się teraz taka samotna, pusta…

- Proszę – podniosła głowę. Paddy stał obok, w dłoni trzymał chusteczkę. Nie czekając, aż weźmie ją od niego, delikatnie osuszył jej mokrą od łez twarz.

- Który to już raz? – zapytała cicho, spuszczając głowę.- Wycierasz mi łzy…Jesteś przy mnie, kiedy tego potrzebuję…

- Ostatnio zbyt rzadko – odpowiedział. Poprawił apaszkę, która zsunęła jej się z szyi, odsunął niesforny kosmyk włosów, opadający jej na czoło.- Zawiodłem cię. Strach przesłonił mi rozum, nie wierzyłem w ciebie , w nas…

- Rozumiem, nie tłumacz się – odsunęła się nieznacznie.- Nie miej sobie nic do zarzucenia.

- To takie dziwne – szepnął, łapiąc ją za rękę. Chciała się wyrwać, ale zacisnęła palce, trzymając mocno jego dłoń.- Lucasa już nie ma, a czuję jego obecność mocniej niż, kiedy żył…W ostatnich dniach bardzo mi pomógł, wiele zrozumiałem…

- Mówisz tak, bo już nie żyje – puściła jego dłoń.- Co innego mógłbyś powiedzieć? Jego już nie ma – zadrżała.- Ale moje winy zostały, tutaj ze mną. Nie zniknęły. Jego śmierć nie rozwiąże wszystkich problemów, Paddy.

- Jasne, że nie – znów się zbliżył.- My to zrobimy – patrzył na nią tak intensywnie, że z trudem oddychała. – Powiedziałaś ostatnio, że muszę w ciebie uwierzyć. Wierzę – szeptał. Jego ciepły oddech muskał jej policzki.- Wierzę i nigdy już nie zwątpię. Nigdy – powtórzył z mocą.- Nie potrafię bez ciebie żyć, nie chcę. Tęskniłaś? – zapytał nagle.

- Tak- usłyszała swój zachrypnięty głos.- Nie potrafiła skłamać.

- Musieliśmy skrzywdzić tyle osób, żeby być w tym miejscu, co teraz – złapał ją za ręce. Jego ciepłe dłonie ogrzewały jej lodowate palce.- Lucas, Rose…- to nie powinno się zdarzyć. Ale zdarzyło się…- zaczerpnął powietrza.- Dużo nad tym myślałem. Od trzech dni właściwie nie robię nic innego…I wiesz co? Myślę, że to była próba. Dla nas. I nie damy się. Wyjdziemy z tego jeszcze silniejsi. Razem. Z podniesionymi głowami. A wiesz dlaczego?

- Dlaczego? – zapytała słabo. Miała wrażenie, że nogi ma jak z waty i zaraz upadnie. Zakręciło jej się w głowie.

- Bo cię kocham – powiedział czule, obejmując dłońmi jej twarz. Spojrzał jej głęboko w oczy. Na ułamek sekundy musnął usta.- A ty mnie – uśmiechnął się lekko.

- Boże, Paddy…- przestraszyła się nagle.- Co my robimy? Jesteśmy na pogrzebie – rozejrzała się wokoło.

- Odpowiedz mi proszę, czy chcesz być ze mną, Laura – nie zmieniał tematu. Jego granatowe oczy lśniły.

- Paddy…Ja… – nagle zabrakło jej odwagi.- Chcę żebyś był szczęśliwy…Ze mną nie będziesz…

- O czym ty mówisz? – zbladł, jego twarz jakby stężała. Odsunął się.- Nie chcesz?

- Powiedziałeś ostatnio, że bez ciebie będzie mi lepiej…- odwróciła głowę.- Tobie beze mnie też. Zaczniesz od nowa.

- Nie chcę – zacisnął zęby.- Nie sam. Z tobą. Boże, tak bardzo cię przepraszam…Wariuję bez ciebie.

- Chyba nie mam już na to wszystko siły – szepnęła, tłumiąc łzy.

- Nie kochasz mnie? – zmusił ją żeby na niego spojrzała.

- Pójdę już.

- Odpowiedz mi – lekko ścisnął jej ramię.- Nie kochasz?

- Pojadę już do domu…- wyrwała rękę, starając się nie widzieć wyrazu jego oczu.

- Laura, Paddy! – Nicole podbiegła do nich, w jednej ręce trzymała czarną, błyszczącą torebkę, w drugiej parasolkę.- Chodźcie, wszyscy pojechali już do restauracji, pada deszcz, a wy tu stoicie…

- Rzeczywiście…- Laura spojrzała w niebo, nawet nie zauważyli, że mokną od dobrych kilku minut.- Ja nigdzie nie jadę, wracam do domu.

- Nie gadaj głupot – Nicole pociągnęła ją za rękę.- Daniel już czeka w samochodzie.

- Ja pojadę swoim – usłyszały jakby obcy głos Paddiego. Nie chciała na niego patrzeć. Nie była w stanie logicznie myśleć. Jeśli teraz na niego spojrzy, będzie musiała powiedzieć mu prawdę.

- Wezmę taksówkę – odwróciła się. Skuliła ramiona, deszcz lał coraz mocniej.

- Nie możesz być teraz sama – Nicole dogoniła ją, poprowadziła w stronę samochodu.- Jedziesz z nami.- Znów się pokłóciliście? – zapytała, kiedy jechały już na miejsce.

- Nie – odpowiedziała cicho, patrząc w okno. – Nie pokłóciliśmy….- Więc co właściwie się stało?

………………….

- Patrick, co się stało? – Joey zaczepił go, kiedy rozglądał się za kelnerem w poszukiwaniu czegoś mocniejszego Potwornie chciało mu się pić.

- Nic, o co ci chodzi?- odburknął, nie patrząc na brata.

- Przecież widzę, coś cię gnębi – Joey wnerwiał go coraz bardziej.- Co się stało z tobą i Laurą? Nie jesteście już razem?

- Nie – warknął.- Zresztą nic mi nie jest. Co ty się nagle taki troskliwy zrobiłeś? – spojrzał na niego zaczepnie.

- Mam wrażenie, że coś jest nie tak…Jesteś jakiś taki smutny…

- A jaki mam być? – prawie roześmiał mu się w twarz.- Jesteśmy na stypie, jakbyś nie zauważył. Wszyscy są smutni. Zresztą zaraz stąd spadam, nic tu po mnie – nareszcie zlokalizował kelnera z tacą pełną kieliszków. Ruszył w tamtą stronę, ale drogę zastąpiła mu Patricia. Złapała go za łokieć.

- Musimy pogadać – pociągnęła go w kąt sali.

- Jezu, teraz? – spojrzał na nią błagalnie- Głowa mi pęka, jadę do domu.

- I zamierzasz tak to zostawić? – zapytała konspiracyjnym szeptem

- Co takiego? – westchnął. Nie miał już siły. Ostatnia rzecz, na którą miałby teraz ochotę, to rozmowa ze wścibską siostrą.

- Nie rozumiesz o czym mówię? – uniosła brwi ze zdziwienia. Przekręciła głowę w kierunku siedzącej w najdalszym kącie sali, Laury.- Tyle walczyliście – dodała już nieco łagodniej

- Powinnaś się cieszyć, o to ci chodziło – zaśmiał się ironicznie.- Jestem głupcem.

- Nie prawda – siostra, złapała go za rękę.- Rozmawiałam z nią i wiem, co do ciebie czuje, Paddy. Nie spieprz tego.

- Wyobraź sobie, że ja również – odsunął się.- To koniec – odstawił kieliszek. Miał ochotę rozpłakać się jak mały chłopiec, położyć głowę na jej ramieniu..Zamiast tego, wysilił się na swój najlepszy, pokazowy uśmiech, a potem odwrócił na pięcie i odszedł. Co innego mógł w tej sytuacji zrobić?

………………………………………….

Siedziała wciśnięta pomiędzy Danielem i Nicole, zastanawiając się w jaki sposób uciec z przyjęcia tak, żeby nikt nie zauważył. Bezmyślnie grzebała w sałatce, którą nałożyła jej przyjaciółka, czując jak ogarnia ją coraz większy smutek.

- Gdybym nie wiedział, że to stypa, pomyślałbym, że to jakiś zlot hipisów…- Daniel szepnął jej do ucha, przyglądając się idącym obok Joey’owi i Angelo. W innej sytuacji na pewno by się roześmiała, teraz zdobyła się jedynie na grymas, próbując powstrzymać od płaczu. Po raz setny w ciągu ostatniej godziny, spojrzała w przeciwległy kąt, w którym Paddy rozmawiał z rodzeństwem. Nagle ogarnęła ją panika. Nie było go. To niemożliwe! Jeszcze przed chwilą rozmawiał z Kathy! Gwałtownie podniosła głowę, odwróciła się, próbując dostrzec gdzie mógłby się znajdować, ale nigdzie go nie widziała. Wstała, czując, że uginają się pod nią nogi. A jeśli wyszedł? Sama nie wiedziała dlaczego, tak bardzo się przestraszyła. A jeśli już pojechał, myśląc, że ona…O Boże! Ruszyła przed siebie.

- Gdzie Paddy? – zaczepiła, siedzącą przy stole Patricię. Miała gdzieś, co sobie pomyśli.

- Chyba już pojechał – spojrzała na nią smutno.

- Cholera! – najszybciej jak potrafiła, podbiegła do drzwi. Wyszła na parking. Było już ciemno. Wokół pusto. Stanęła pośrodku i załamała ręce. – Co robić? Co robić? – szeptała gorączkowo. Tak bardzo się bała.

- Szukasz kogoś? – w oddali usłyszała jego głos. Zadrżała. Podbiegła w tamtym kierunku. Objęła go za szyję. Wtuliła się mocno, wdychając zapach jego skóry.

- Myślałam, że odjechałeś – nie panowała nad emocjami. Gdzieś z głębi niej, wydostał się szloch.- Że cię straciłam.

- Taki miałem zamiar, właściwie nie wiem, po co jeszcze tu stoję…

- Boże, tak bardzo się bałam – szeptała gorączkowo.- Że odejdziesz, bo nie odpowiedziałam ci na pytanie, że pomyślisz, że już cię nie kocham – oddychała ciężko.

- Tak właśnie pomyślałem – odpowiedział smutno.

- Kocham cię , kocham cię – całowała jego oczy, policzki, usta…- Wierzyłam, że tak będzie najlepiej, jeśli odejdę, dam ci spokój – rozpłakała się.- Pozwolę zapomnieć, żyć dalej. Nie będziesz musiał się mnie wstydzić, tłumaczyć się za mnie – spojrzała na niego.- Byłam na koncercie, wydawałeś się taki szczęśliwy. Naprawdę nie chciałam znów komplikować ci życia!

- Laura, głuptasie – ujął jej twarz w dłonie. Całował każdą, spływającą po policzkach łzę.- To wszystko już za nami. Koniec z przeszłością. Nigdy w ciebie nie zwątpię, już nigdy – szeptał.- Tylko bądź ze mną, nie potrafię bez ciebie żyć.

- A ja bez ciebie – odsunęła się, żeby na niego popatrzeć.- Kocham cię, Patricku Kelly – powiedziała głośno i wyraźnie.- Na zawsze.

- A ja ciebie – przez chwilę zatonęli w długim pocałunku.- Boże jaka ty jesteś uparta – dodał, kiedy wreszcie oderwali się od siebie.

- Myślałam, że też tego chciałeś – powiedziała, kiedy wtuleni, usiedli na najbliższej ławce.- Beze mnie będzie ci łatwiej..To twoje słowa.

- Myliłem się – uśmiechnął się szeroko.- Tak samo jak ty. Powinny brzmieć: ze mną będzie ci łatwiej – pogłaskał ją po policzku.

- Kocham cię – spojrzała mu głęboko w oczy.- I nigdy więcej nie musisz o to pytać. Nie wiem, co bym zrobiła, gdybym cię straciła…- przez chwilę siedzieli w milczeniu, ciesząc się swoją bliskością.- Popatrz – szepnęła.- Lucas nas rozdzielił, a na koniec znów połączył…Tak bardzo mi szkoda, że straciliśmy jego przyjaźń, że już go nie ma….

- Szkoda – odpowiedział cicho, ściskając jej dłoń.- Dlatego będziemy żyć najlepiej jak potrafimy, dla niego.

- I dla nas – oparła mu głowę ramieniu, muskając ustami jego szyję. Kolejna niezapomniana, wyjątkowa chwila. Jedna z wielu, które jeszcze ich czekają.

- Wracamy? – zapytał, uśmiechając się lekko.

- Wracamy – mocno ściskając się za ręce, ruszyli do drzwi. W ostatniej chwili odwróciła głowę, spojrzała w niebo. – Dziękuję – jej wargi poruszyły się bezgłośnie.

- Coś mówiłaś?

- Że cię kocham – spojrzała mu w oczy. Pocałował ją czule. Była szczęśliwa.

KONIEC

124. ONE MORE SONG

Przedostatnia część…Kolejna będzie ostatnią, potem jeszcze krótki epilog. Dziękuję, że jesteście :)

237718.2

124.
Był już wieczór, kiedy ociągając się wsiadł do samochodu i ruszył w kierunku domu Jimmiego. Jadąc przez jasno oświetlone ulice, zastanawiał się, co mógłby powiedzieć. Tak naprawdę, nic mądrego nie przychodziło mu do głowy. Temat Lucasa i Laury był już wałkowany taką ilość razy, że szczerze miał go dość. Najchętniej zawróciłby do swojego mieszkania, gdzie czekała na niego świeżo zakupiona butelka whiskey, ale jechał dalej. Musiał się z nim spotkać i musiał, to zrobić dziś. Czuł, że jeśli z nim nie porozmawia, cały czas będzie stał w miejscu,a przecież powinien w końcu wykonać jakiś krok do przodu.
Zaparkował, wyłączył silnik, przez chwilę siedział, tępo wpatrując się w kierownicę. Wreszcie podniósł głowę i wyszedł z samochodu. Kiedy stanął przed drzwiami, ogarnęła go nagła panika. Co on tu w ogóle robi? Po co rozgrzebywać przeszłość i wracać do tego, co było? Już miał odejść, ale coś go powstrzymało. Zapukał cicho. Potem drugi raz i trzeci. Po chwili usłyszał kroki i drzwi się otworzyły. Niewiarygodnie chudy Lucas, stał przed nim w za dużym t-shircie i szerokich spodniach od dresu. W jego bladej twarzy widoczne były tylko wielkie, niebieskie oczy…I usta, które rozciągnęły się w szerokim uśmiechu.

- Paddy…- wyszeptał jakby z niedowierzaniem.- Wejdź, proszę- odsunął się, robiąc gościowi miejsce.

- Wyglądasz teraz jak nastoletni Lucas…- Patrick nie mógł oderwać od niego wzroku.- Boże…- pokręcił głową.- Co się z nami stało? – przez chwilę milczeli, patrząc na siebie w skupieniu.- Jak się czujesz? – zapytał w końcu, próbując nie patrzeć na jego kościste ręce.

- Tak jak wyglądam – Lucas gestem zaprosił go do salonu.- Jimmy był tak miły, że udostępnił mi swoje mieszkanie – uśmiechnął się lekko.- Widzę jak na mnie patrzysz – nagle zwrócił się do Paddiego.- Tak, umieram, ale nie chcę i nie potrzebuję współczucia.- Cieszę się, że cię widzę, naprawdę.

- Lucas…- Paddy z ważenia usiadł na kanapie.- Nawet tak nie mów, póki żyjesz, jest jeszcze nadzieja. Myślałeś o leczeniu w innym szpitalu albo mieście? A może trzeba poszukać gdzieś dalej?

- To nic nie da – Lucas usiadł naprzeciwko niego. Sprawiał, że Patrick czuł się nieswojo. Było mu przykro i zarazem strasznie, patrzeć na przyjaciela w taki stanie.- Rak jest na tyle zaawansowany, że moje dni są już policzone.

- Nie mogę tego słuchać! – Paddy wstał gwałtownie. – To wszystko nie mieści mi się w głowie! – zrobił parę szybkich kroków w kierunku barku.- Jimmy zawsze trzyma tu coś mocniejszego, na czarną godzinę – mruknął, wyjmując pierwszą z brzegu butelkę. Otworzył ją i nie bawiąc się w nalewanie trunku do kieliszka, upił z gwinta solidny łyk.- Tobie nie proponuję..- odwrócił głowę w kierunku Lucasa.

- Myślisz, że coś jeszcze mogłoby mi zaszkodzić? – Paddy przez chwilę nad czymś się zastanawiał, a potem wyjął kieliszek, napełnił go alkoholem i podał Lucasowi. Ten, przechylił go i wypił do dna, bez żadnego skrzywienia.- Pomyślałbyś, że jeszcze kiedyś napijemy się razem wódki?- przyjaciel uśmiechnął się szeroko.

- Mam nadzieję, że nie padniesz trupem po takiej dawce? – Paddy przyglądał mu się z lękiem.

- Dziś nie mam zamiaru umierać, musimy pogadać – Lucas z łatwością odbił piłeczkę. Usiadł na najbliższym fotelu. Widać było, że trochę się zmęczył.

- Zostawmy to – Paddy westchnął, odkładając butelkę.- To już przeszłość, nie wracajmy do tego. Najważniejsze jest teraz twoje zdrowie.

- Gówno! – Lucas wstał, na jego bladej twarzy wykwitł rumieniec.- Tak po prostu mi wybaczyłeś, zapomniałeś? Bo jestem chory, bo i tak umrę? – krzyczał, dysząc ciężko.

- Lucas, proszę cię – podszedł do niego, chciał złapać go za ramię, ale Lucas wyrwał się, stanął na przeciwko z oczami roziskrzonymi ze złości. Wyglądał teraz jak dawniej. Jak zdrowy i pełen życia mężczyzna.- Nie powinieneś się denerwować…

- Ale ja chcę się denerwować! I wiesz o czym marzę? Żebyś dał mi w mordę! Należy mi się ,nie sądzisz? – prowokował go.

- Nie wydaje mi się, żeby to był najlepszy pomysł – Paddy nie miał pojęcia jak się zachować.- Może zrobię ci herbaty?

- Nie jestem starą babcią, pijącą herbatkę! Jeszcze żyję, jakbyś nie zauważył! Może ledwo, ale jednak! Jeszcze nie umarłem! A ty co? Tak łatwo zapomniałeś? Przełknąłeś zdradę? Już ci obojętny fakt, że zabrałem ci dziewczynę? Może tylko na chwilę, ale jednak!

- Lucas, przestań!- wspomnienia wróciły, a wraz z nimi uraza i gniew.

- Spieprzyłem ci życie, taka jest prawda! Ja, którego nazywałeś bratem!

- Masz rację! – nie mógł już wytrzymać. Zacisnął pięści.- Ostatnia osoba, po której bym się spodziewał! Cholera!- Paddy krążył po pokoju, próbując się uspokoić.- Nie chciałem tu przychodzić, a wiesz dlaczego? Bo czasami mam ochotę cię zabić. Zniszczyłeś mój związek, moją wiarę w uczciwość i przyjaźń. Jak mam ci to wybaczyć, Lucas? – podszedł do niego, łapiąc go za ramiona. – Tyle razy mi się śniłeś, tak wiele razy wspominałem stare czasy…Dlaczego? Możesz mi chociaż powiedzieć dlaczego? – wpatrywał się w niego swoimi granatowymi oczami.

- Zakochałem się – wyszeptał Lucas.- Wierz mi lub nie, w tamtym czasie, przestałeś być ważny, na chwilę przestałeś się liczyć…Chciałem być tylko z nią, nie obchodziło mnie, co z tym zrobisz ani jak bardzo będziesz cierpiał…

- A niech cię szlag! – Paddy wypuścił go z rąk.

- Od samego początku szukałem z nią kontaktu, byłem przyjacielem, doradcą, obrońcą…Aż w końcu stało się. I byłem wtedy najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi…

- Dosyć! – Paddy krzyknął i skoczył w jego stronę. Pięść sama poleciał w stronę Lucasa, trafiając go prosto w prawy policzek. Zachwiał się i upadł.

- Ale to była tylko krótka chwila…- dokończył, próbując się podnieść. Z nosa kapała mu krew.- Jedna krótka i złudna chwila…A wiesz dlaczego? Bo ona zawsze kochała ciebie. Zawsze. Nawet, kiedy była ze mną. Widziałem to – potarł nos otwartą dłonią. Plecami oparł się o ścianę. Oddychał ciężko.- A ja myślałem tylko o jednej osobie. I nie była nią Laura. Myślałem o tobie i o tym, że przez swoją głupotę, zaprzedałem kawałek siebie. Że nigdy nie będę już tym samym człowiekiem i że oddałbym wszystko żebyś jeszcze kiedyś spojrzał na mnie z szacunkiem.

- Przepraszam…- Paddy wyciągnął rękę w jego stronę. Pomógł mu wstać. -Jasny cholera! Dlaczego życie musi być tak popieprzone i skomplikowane? – zapytał, nie czekając na odpowiedź. dlaczego nie powiedziałeś mi o tym wcześniej?

- Przepraszam – Lucas schylił głowę.

- Nie chcę żebyś umarł – wyszeptał nagle Paddy. Mocno przytulił przyjaciela do siebie. Z jego oczu kapały łzy. Płakał jak mały chłopiec.

- Paddy, ty żyj za mnie – odezwał się Lucas, głos mu drżał. – A wiem, że potrafisz zrobić to najlepiej. Walcz o miłość, bo tylko wtedy będziesz szczęśliwy. A ja cię będę wspierał.

- Zza grobu? – Paddy roześmiał się nagle.- Lucas, chyba cię upiłem tym jednym kieliszkiem.

- Czuję się całkiem nieźle, jak na przyszłego ducha – przyjaciel potarł policzek, poprawił potargane włosy.

- Uderzyłem cię…- Paddy pokręcił głową z niedowierzaniem.- Ale prowokowałeś mnie, podstępny gnojku – roześmiał się.

- Może trochę…- Lucas wyglądał na całkiem zadowolonego. – Szkoda, że nie można cofnąć się do przeszłości – wyszeptał.- Chciałbym znów mieć siedemnaście lat i jeździć z wami w trasy.

- Myślisz, że gdybyśmy mieli drugą szansę, popełnilibyśmy mniej błędów? – zapytał poważnie Paddy.

- Nie wiem, wątpię – wyszeptał Lucas.- Jeśli nie te same, znalazły by się jakieś inne. Najważniejsze to umieć się do nich przyznać, prawda?

- Chyba tak…- Paddy myślami był już gdzie indziej.- Zostanę na noc, co?

- Robisz to dla mnie, czy powodem jest barek Jimma? – Lucas puścił do niego oko.

- Nie zadawaj trudnych pytań – roześmiał się Paddy. Długo jeszcze rozmawiali ze sobą, zanim Lucas całkowicie opadł z sił i zmorzył go sen. Przede wszystkim wspominali stare, dobre czasy. Mogli o nich rozmawiać godzinami. Po raz pierwszy od dawna, Paddiego ogarnął spokój. Spojrzał na przyjaciela, który walczył z opadającymi powiekami i poczuł, że nareszcie pozbył się nienawiści, które zjadała go od środka. Pomyślał o Laurze i o tym, co mu powiedziała, kiedy ostatni raz ze sobą rozmawiali. „Po prostu we mnie uwierz…” – to były jej słowa. Nagle wszystko wydało mu się prostsze.

……………………………………….

Wcale nie miała zamiaru nigdzie iść. Swój wolny dzień postanowiła spędzić w kapciach i szlafroku, przed telewizorem. Od samego rana, sennie snuła się po domu i starała nie myśleć o plakacie, który zobaczyła zaledwie wczoraj. Kolejny koncert Michaela Patricka Kelly, i to w Kolonii. Cieszyła się, że jego kariera nabrała tempa, przecież właśnie tego chciał. Może to pozwoliło mu zapomnieć? Ona nie potrafiła, ale chyba przyzwyczaiła się już do ciągłego uczucia tęsknoty, które jej towarzyszyło. Da sobie radę. Można z tym żyć, a Paddy zasługuje na kogoś lepszego. Na prawdziwą, szczęśliwą miłość, a nie związek oparty na wzajemnym żalu i braku zaufania. Smutne to było, ale prawdziwe. Czasami zastanawiała się, czy powinna jeszcze o nich walczyć. W nocy, kiedy nie mogła spać, wspominała wszystkie piękne chwile i momenty, które ze sobą przeżyli. Było ich tak dużo! Tylko, że sama wszystko zepsuła, a potem już nic nie było takie same. To utwierdzało ją w przekonaniu, że powinna odpuścić, pozwolić mu odejść, żyć po swojemu, bez niej…

Późnym popołudniem ogarnął ją dziwny niepokój. Nie potrafiła skupić się na oglądanym serialu. Wino, które sobie nalała – nie smakowało.

- Cholera jasna!- zaklęła głośno. Żałowała, że nie było z nią Nicole. Przyjaciółka rzuciłaby kilka tych swoich celnych żartów i zrobiłoby jej się lepiej. Niestety. Była sama i nie było nikogo, kto mógłby przemówić jej do rozsądku. Spojrzała na zegarek. Dochodziła dziewiętnasta. Tknięta jakimś nagłym impulsem, podbiegła do szafy. Wciągnęła na siebie czarne dżinsy i szary, luźny t-shirt. Włosy spięła w niedbały kucyk, pociągnęła usta jasnym błyszczykiem, nie chciała rzucać się w oczy. Jeszcze tylko kurtka, trampki i już biegła w stronę ulicy, jednocześnie machając na taksówkę. Wiedziała, że to głupie, ale niestety silniejsze od niej. Kiedy stanęła w tłumie, praktycznie na samym końcu, chowając się w najciemniejszy kąt sali, jednak się ciszyła. Serce zabiło jej mocniej. Liczyło się tylko to, że wreszcie go zobaczy.

………………………..
Miał dziś doskonały humor. Sam nie wiedział dlaczego, czuł się lekko i jakoś tak radośnie. Od pierwszej minuty koncertu, rozpierała go energia i dawał z siebie wszystko. Publiczność była wspaniała, co tylko wprawiło go w jeszcze lepszy nastrój. Szalał więc, wygłupiał się, tańczył i śpiewał jak najlepiej potrafił. Te chwile na scenie, były jedynymi, które dawały mu tak mnóstwo radości, które pozwalały zapomnieć o tym, że w realnym życiu nie dawał sobie rady…Że kompletnie się pogubił i była tylko jedna osoba, która potrafiłaby przywrócić go do pionu. No własnie…Była…Odgarnął od siebie smutne myśli, uśmiechnął się, pomachał jakieś dziewczynie, która uparcie wołała jego imię. Zszedł ze sceny, przechadzając się między publicznością. Dwóch ochroniarzy, pilnowało jego bezpieczeństwa, ale nie było takiej potrzeby. Serdecznie ściskał dłonie, wpatrzonych w niego dziewczyn. Głaskał po głowach dzieciaki, które przyszły razem z rodzicami. Jedną ręką wciąż trzymał mikrofon, śpiewając słowa jednej z jego ulubionych piosenek.

Holding back all my troubles
That accumualated over time
And now I can’t seem to define
You and I were like brothers
We stuck together in hard times
But now it all seems to decline
I’we written

One more song…

Pomyślał o Lucasie, dla którego życie właśnie dobiegało końca. Nie czuł już nienawiści, jedynie żal. Ogromny żal, ściskający za serce. Żal za utraconą przyjaźnią, miłością, a przede wszystkim za czasem, który jeszcze mogliby spędzić razem, a którego zostało tak niewiele. Zacisnął na chwilę powieki, a kiedy jej otworzył – zobaczył ją. Patrzyła na niego ciepło, uśmiechając się lekko. Zamrugał i kiedy ponownie spojrzał w tamtym kierunku, już jej nie było. Ruszył przed siebie, nie patrząc na ludzi, którzy łapali go za rękawy, nie zważając na ochroniarzy, przywołujących go z powrotem na scenę. Musiał ją znaleźć. Skoro przyszła na jego koncert to…Serce zabiło mu szybciej. To może nie wszystko stracone? Zapomniał o śpiewnej piosence, teraz prawie biegł, rozglądając się na wszystkie strony, nigdzie jej nie było. Tłum fanek, zastąpił mu drogę, każda chciała go dotknąć, zobaczyć z bliska. Zrobiło mu się gorąco. Pomachał ręką i już po chwili ochroniarz pomógł mu wydostać się na scenę. Do końca koncertu czuł się jak we śnie. Wypatrywał jej, ale już więcej nie dostrzegł. Był już pewien, że tylko mu się zdawało.

Nie miał takiego zamiaru, ale wyszedł do fanek, od razu po skończonym show. Miał jakąś głupią, irracjonalną nadzieję, że to jednak była ona…Że podejdzie do niego i po prostu go przytuli…Cały wieczór spędził na rozmowach z fankami i robieniu sobie z nimi zdjęć. Od uśmiechania się, bolała go szczęka, a nogi zaczęły odmawiać posłuszeństwa. Jeszcze ostatni raz rozejrzał się na boki. To bez sensu…Głupie przewidzenie, a tak wytrąciło go z równowagi. Powoli odszedł w stronę samochodu i o dziwo nikt mu w tym nie przeszkodził.

…………………….

Chciała do niego podejść. Bardzo! Miała ogromną ochotę przytulić go, zanurzyć twarz w jego włosy, ale im dłużej obserwowała co się dzieje, ukryta za rozłożystym drzewem, tym bardziej utwierdzała się w przekonaniu, że nie powinna. Nie może tego zrobić, nie może znów burzyć jego spokoju. Widać było, ze odżył, otworzył się, jest szczęśliwy. Już raz próbowali, nie udało się. Czas do domu – ruszyła, nie oglądając się za siebie.

…………………….

- Wyglądasz strasznie marnie, zadzwonię do twojego lekarza – kilka dni później, Paddy z niepokojem wpatrywał się w bladą twarz przyjaciela.

- Po co? Żeby znów położyli mnie w szpitalu? – Lucas był już ledwo słyszalny. Od kilku dni nie mógł jeść, z trudem przyjmował tylko wodę. Odmówił pokoju w hospicjum, chciał zostać tutaj. – Nie ma sensu żeby znów próbowali mnie ratować – szeptał.- Zresztą wiesz, co ostatnio powiedział lekarz…To koniec.

- Nawet nie chcę o tym słyszeć – Paddy zbladł i złapał go za rękę. Zaraz ci się poprawi.

- Nie poprawi…- Lucas uśmiechnął się ostatkiem sił. Wyglądał jak mały chłopiec.

- Może zadzwonię po kogoś? Nie mogę uwierzyć, że ciągle nie ma twoich rodziców!

- Matka wczoraj dzwoniła, wracają – Lucas przymknął powieki.

- Pomódlmy się – Paddy po raz pierwszy od dawna, sięgnął po różaniec.

- Dobrze, a potem mi zaśpiewaj…- usłyszał słabiutki głos przyjaciela.

Mijały kolejne godziny. Na przemian modlili się, Paddy śpiewał, a Lucas zapadał w krótkie drzemki. Wieczorem, prawie już nie miał siły mówić.

- Dzwonię po karetkę! – Paddy nie mógł już tego wytrzymać. Czuł się, jak w jakimś koszmarnym śnie.

- Nie, proszę! – Lucas spojrzał na niego błagalnie.- Nie rób mi tego, pozwól odejść w spokoju, proszę…

- Boże, daj mi siłę – wyszeptał Paddy.- Może…- nagle poczuł, że musi zapytać.- Może zadzwonię po Laurę? – tak bardzo chciał, żeby teraz tu była.

Przyjechała po jakiejś godzinie. Od razu chciała dzwonić po pogotowie, ale nie pozwolili jej.

- Lucas odchodzi…- Paddy złapał ją za rękę, ścisnął mocno.- Jedyne co możemy zrobić, to być przy nim. Na jeden krótki moment przylgnęła do niego całym ciałem, głośno zaszlochała. Trzymała się go kurczowo, jakby to on miał dodać jej siły i odwagi. Po chwili, uspokoiła się. Podeszła do łózka, na którym leżał Lucas i chwyciła jego dłoń. Paddy zrobił to samo. Nie mieli pojęcia jak długo, tak siedzieli. Czas się dla nich zatrzymał.

- Żyjcie za mnie – Lucas na chwilę otworzył oczy. Jego słowa były praktycznie niezrozumiałe.

- Lucas! – Laura krzyknęła i z płaczem opadła na łóżko. Nie odpowiedział. Jego twarz nabrała niesamowitego spokoju.

- Jest już w niebie – szepnął Paddy. Spojrzał na nią szeroko otwartymi oczami. Bez słowa padli sobie w ramiona. Płakali, tuląc się do siebie. Noc, która nastąpiła po śmierci Lucasa, była jedną z najgorszych w ich życiu. Przetrwali ją razem. Byli, kiedy przyjechało pogotowie, a potem policja. Kiedy zabrali Lucasa, przykrytego białym prześcieradłem. Dodawali sobie sił, mocno ściskając się za ręce.

- Odwiozę cię do domu – nad ranem, odgarnął jej potargane włosy z bladej twarzy.

- Dobrze – szepnęła, podnosząc się z fotela, na którym siedziała, tempo wpatrując się w ścianę.

- Czuję, jakby odeszła część mnie, część naszego życia – zapłakała.- Ta zła, ale też ta dobra…

- Tak, najlepsza…- szepnął, ocierając jej łzę z policzka.- Będę pamiętał tylko to, co dobre…

- Dlaczego pozwoliłeś mi odejść?- zapytała nagle.

- Chciałem, żebyś była szczęśliwa – spojrzał jej w oczy.- Beze mnie będzie ci łatwiej.

- Rozumiem…- szepnęła. Odwróciła głowę.- Odwieź mnie do domu.

- Laura, ja…

- Odwieź mnie! Jestem koszmarnie zmęczona…

123. COVER THE ROAD

14333018_900003830104226_5493753578345366047_n

jimmy-kelly-r2

123.
Siedział na kanapie w jakimś hotelowym pokoju. Nie miał nawet pojęcia, co to był za hotel i jak się tam znalazł. Wokół niego w najlepsze trwała impreza, alkohol lał się strumieniami, jak przez mgłę docierały do niego strzępy rozmów. Spojrzał na trzymaną w dłoni szklankę, była pusta. Odgarnął włosy, które kleiły mu się do czoła. Był mokry od potu. Chciał wstać, ale nie był wstanie. Ktoś, jakaś dziewczyna, pociągnęła go z powrotem. Poczuł jej język w swoim uchu, przeszedł go dreszcz. Blondynka obok, śmiała się głośno. Okropnie bolała go głowa. Właściwie było mu wszystko jedno. Nie protestował, kiedy usiadła mu na kolanach, a wtedy zobaczył jego… Lucas stał w drzwiach, szukał go wzrokiem. Zauważył go, a po chwili już był przy nim.

- Chodź, zbieramy się – powiedział stanowczo. Jego jasne włosy lśniły. Niebieskie oczy patrzyły na niego bystrze.

- Nigdzie nie idę – wybełkotał. Dziewczyna na jego kolanach, szepnęła mu coś do ucha. Jej dłoń wplątała się w jego włosy. Poczuł jej usta na swoich, odwrócił głowę.

- Jutro masz koncert, wychodzimy – Lucas wyciągnął do niego rękę.

- Pieprzę to!

- Wcale nie…Jedźmy do domu, to nie jest tego warte – Lucas z niesmakiem spojrzał na pijaną towarzyszkę Patricka.

- Dobrze się bawię – protestował słabo, ale posłuchał. Wstał, odpychając od siebie blondynkę.- Właściwie to mam już dość – szepnął cicho.

- Jutro byś tego żałował – Lucas ruszył przodem, a Paddy chwiejąc się, za nim.- Szukałem cię we wszystkich hotelach – przyjaciel otworzył drzwi taksówki i pomógł mu wsiąść do samochodu.- Ale nic tam…Wyśpisz się, jakoś dojdziesz do siebie.

- Jestem trochę…- Paddy próbował sklecić jakieś sensowne zdanie, ale zrobiło mu się niedobrze. Pochylił się do przodu, starając się powstrzymać gwałtowny ucisk żołądka. Nie udało się. Jego ciałem wstrząsnęły gwałtowne torsje.

- Kurwa! – krzyknął Lucas, odsuwając się i spoglądając z odrazą na swoje brudne buty.- Puściłeś na mnie pawia? – zapytał z niedowierzaniem, zatykając nos.

- Ej, wy tam! Zapłacicie mi za to! – krzyknął wkurzony taksówkarz.

- Kolega ma dużo forsy, niech się pan nie denerwuje – zaśmiał się Lucas, odsuwając się od ciężko dyszącego Paddiego.- Zaraz sam się porzygam…-mruknął z odrazą, ale podał przyjacielowi chusteczkę oraz butelkę wody.

- Dziękuję – Paddy padł na tylne siedzenie.- Zawsze mogę na ciebie liczyć – powiedział ostatkiem sił, a po chwili już spał.

…………………….
Obudził się nad ranem, ale leżał jeszcze dość długo, wspominając stare czasy. Ten sen obudził w nim lawinę wspomnień… Nagle poczuł się, jak tamten zagubiony osiemnastoletni chłopak. Nie potrafił znaleźć dla siebie odpowiedniego miejsca, przyjaciół. Popełniał masę błędów, był naiwny i głupi. Dopiero wiele lat później zrozumiał, jak bardzo dawał się wykorzystywać. Wspomnienia powoli się zacierały, był już innym człowiekiem, ale jedno pamiętał doskonale. Lucas zawsze był przy nim. Ratował z opresji, wspierał, był jedyną osobą, której ufał bezgranicznie. Ufał…No właśnie. Kiedyś mu ufał – zamyślony powlókł się do kuchni, nastawił ekspres do kawy, stwierdzając z niemałym zdziwieniem, że skończyły mu się czyste filiżanki. Wyjął więc papierowy kubek, znaleziony na dnie szuflady. Stanął przy oknie. Nagle za nim zatęsknił. Za Lucasem, którego kochał jak brata, z którym łączyło go ta wiele. Nawet Laura…Zachciało mu się śmiać. Co za ironia losu. Spoważniał po chwili, bo do głowy przyszła mu pewna myśl. Może jemu też jest ciężko. Na pewno dręczą go wyrzuty sumienia. Przecież zawsze był taki wrażliwy…Może jednak powinien z nim porozmawiać…Nalał kawy do kubka, upił łyk i syknął, parząc sobie palce.

- Cholera! – krzyknął. Czuł się parszywie. W dodatku znów za nią tęsknił. Miał tylko nadzieję, że bez niego jest szczęśliwsza. Jedynie ta myśl choć trochę go uspokajała.

………………………………………………

Z trudem otworzył oczy, odwrócił głowę, spojrzał w okno, ale przez zakurzoną szybę widać było jedynie kawałek szarego nieba. Spróbował się podnieść na łokciach, ale bezsilnie opadł z powrotem na poduszkę. Chciało mu się płakać. Zacisnął zęby, próbując powstrzymać cieknące z oczu łzy. Ręka mu drżała, kiedy nieudolnie sięgał po szklanką wody, stojącą na szafce przy łóżku. Upił łyk. Spróbował odłożyć ją na swoje miejsce, ale było to ponad jego siły. Upadła na podłogę, rozbijając się z hukiem.

- A co tutaj się dzieje? – usłyszał znajomy głos i automatycznie odwrócił głowę w stronę drzwi.- Podobno jesteś chory, ale miałem rację, nie wierząc w te bzdury – Jimmy roześmiał się głośno, wchodząc do środka.- Cześć bracie.

- Jimmy? – Lucas wpatrywał się w niego z niedowierzaniem.

- W całej okazałości – uścisnął chudą dłoń Lucasa, starając się ukryć przerażenie, spowodowane jego nędznym wyglądem. Patrzyli na siebie w milczeniu, ale chwila ta nie trwała długo, bo drzwi znów otworzyły się z hukiem.

- Przecież to szpital! Tutaj też są obiady, śniadania i kolacje! – do pokoju wpadł zirytowany Angelo. W obu dłoniach taszczył ciężkie, wypełnione po brzegi siatki.

- Ale co domowe jedzenie, to domowe – zaraz za nim weszła Patricia z bukietem żółtych tulipanów.- Przyniosłam ci trochę wiosny – uśmiechnęła się do zszokowanego Lucas, wstawiając kwiatki do pustego słoika, który znalazła na umywalce.- Angelo! No co tak stoisz? – zakrzyknęła na brata.- Wyciągaj wszystko, Lucas na pewno jest głodny! – przysiadła na brzegu łóżka, dotykając jego policzka swoją chłodną dłonią. Zamknął oczy. Przez ułamek sekundy czuł się naprawdę dobrze, prawie jak zdrowy…- Mam rosół z kaczki, pieczonego kurczaka i kompot – skwapliwie pokiwała głową.

- Ale co wy tu robicie? – Lucasowi nareszcie udało się zabrać głos.

- Ten idiota Paddy, dopiero wczoraj powiedział mi, że leżysz w szpitalu – Jimmy podszedł do okna, z trudem je otwierając i wpuszczając trochę powietrza.

- Oo trafiłam na swój ulubiony temat! Idiota Paddy! – koło drzwi rozległ się słodki głosik i wszyscy odwrócili głowy w tamtą stronę.- Widzę, że nie tylko ja dopiero się o tym dowiedziałam! – do sali, z głośnym stukotem wysokich szpilek, wkroczyła Nicole.- Mój kochany, jak się czujesz? – ucałowała go serdecznie w oba policzki, a w pokoju zapachniało jej perfumami. – Dobrze wyglądasz – zmierzwiła mu czuprynę i pociągnęła nosem.- Co to za dziwny zapach? – próbowała zlokalizować woń rozchodzącą się po pomieszczeniu.

- Obiadek Patricii – Angelo westchnął i zdjął z nosa zaparowane okulary.

- Jaki dziwny? – Patricia doskoczyła do Nicole i zaczęła wypakowywać termosy.- Samo zdrowie!

- Właściwie to nie mogę niczego jeść – Lucas uśmiechnął się nieśmiało.- Ale na pewno jest pyszne…

- Nigdy nie umiałeś kłamać – Nicole pstryknęła go w nos.- Zawsze byłeś ohydnie nudny i uczciwy.

- Nie zawsze…- Lucas odwrócił głowę. – W najważniejszej sprawie zawiodłem…

- Wiesz co? – Nicole przysiadła na brzegu łóżka.- Paddy z Laurą sami się wykańczają i nie przypisuj sobie w tym zbyt dużej zasługi – uśmiechnęła się wesoło.- Po prostu tak mają. Znów się rozstali.

- Jak to? – Lucas rozszerzył oczy ze zdziwienia.

- Ona pieprzy, że bez niej jest szczęśliwszy, a on robi karierę – machnęła ręką.

- Słuchaj – Jimmy podszedł bliżej, poprawił szary sweter.- Nie możesz być ciągle sam…Gdzie twoi rodzice?

- Są w jakiejś podróży dookoła świata…O ile się nie mylę, teraz powinni być w Azji. Zresztą nie chcę zaprzątać im głowy.

- Boże, co za miłosierny samarytanin! – pisnęła Nicole z niedowierzaniem.- Kiedy stąd wychodzisz? – rozejrzała się po smutnym, szarym pokoju.

- W zasadzie lada chwila…Dzisiaj kończę ostatnią dawkę chemii. Dłużej mnie trzymać nie będą – zapatrzył się w białą ścianę.- Nie mają po co…

- Zamieszkasz u mnie – Nicole nagle się rozpromieniła.- Wprawdzie mieszkam z Laurą, ale na pewno nie będzie miała nic przeciwko…

- Chyba śnię…- Patricia z niedowierzaniem pokręciła głową.

- Daj spokój – Lucas położył swoją bladą dłoń na ręce Nicole.- Wrócę do hotelu, jest świetny. Naprawdę – dodał, jakby chciał przekonać o tym samego siebie.

- Lucas …- Jimmy znów zabrał głos. Nie wiedzieć czemu, wszyscy ucichli.- Nie możesz przez cały czas karać się za to, co zrobiłeś…A wiem, że to robisz. Znam cię – mówił cicho, ochrypłym z emocji głosem.- Każdy z nas popełnia błędy. Paddy też – uniósł dłoń do góry, widząc, że Lucas zamierza mu przerwać.- Zresztą było, minęło..Zamieszkasz u mnie. Ja i tak wyjeżdżam, chcę zagrać parę ulicznych koncertów. Będziesz miał całe mieszkanie dla siebie. I nie przyjmuję odmowy – sięgnął po kurtkę.- Daj znać, kiedy cię wypiszą. Przyjadę po ciebie.

- Dziękuję – Lucas spojrzał na wszystkich zebranych. Ze wzruszenia drżał mu głos.- Nie zasłużyłem…

- Oj, przestań pieprzyć! – przerwała mu zniecierpliwiona Nicole.- Wyjdziesz z tego, a my ci pomożemy! – złapała go za rękę, a on po raz pierwszy od bardzo dawna, promiennie się uśmiechnął.

…………………………………….

- Hej, Nicole! – Paddy zwolnił auto, które własnie prowadził i opuścił szybę.- Co słychać? – zagadał do brunetki, która stanęła na chodniku i zbliżyła twarz do szyby.

- Śpieszę się – poprawiła torebkę i zatrzepotała czarnymi rzęsami.

- Pogadajmy – Paddy nie dawał za wygraną.- Poczekaj, tylko gdzieś tu zaparkuję. Kawa? – spojrzał na nią błagalnie.

- Lampka dobrego wina – przekomarzała się z nim.- Inaczej szkoda mojego cennego czasu.

- Nawet cała butelka – uśmiechnął się, zawracając na pobliski parking.

- Widziałam cię w telewizji – po kwadransie, Nicole sączyła białe wino, przegryzając je orzeszkami.- Dajesz czadu, masz w ogóle czas na życie prywatne?

- Nie mam i nie chcę mieć – Paddy przechylił do dna swój kieliszek. – Zrozumiałem coś – zamyślił się na chwilę.- Moje miejsce jest na scenie. Tylko tam jakoś sobie radzę.

- Nie wierzę…- Nicole pokręciła głową.- Po prostu nie wierzę…Laura to taka zajebista laska, a ty odpuściłeś? Jesteś gejem?

- No wiesz…- obruszył się.- Ty jak coś powiesz…To decyzja Laury. Już raz ją zmusiłem żeby spróbowała…Nie wyszło. Nie chcę jej ranić, krzywdzić, wypominać przeszłości. Chcę żeby była szczęśliwa.

- Pieprzysz głupoty – Nicole bacznie przyglądała się swoim paznokciom w kolorze fuksji.- Bredzisz jak potłuczony, Paddy. Przeszłość już dawno za wami, ile razy ona ma ci udowadniać że jej zależy, że żałuje? – zapytała nie czekając na odpowiedź.- A może tu chodzi o Lucasa? Powinieneś z nim pogadać, wierz mi, że jak go zobaczysz, zrozumiesz wreszcie, co w życiu jest najważniejsze.

- Tak bardzo z nim źle? – zapytał szeptem.

- Bardzo – pokiwała głową.- Mieszka teraz u Jimma. Powinieneś go odwiedzić.

- A Laura? Co u niej? – zapytał jakby od niechcenia, nie spuszczając z niej wzroku.

- A wiesz, prawie jej nie widuję – Nicole oblizała usta.- Wkręciła się w pomoc tym dzieciakom ze szpitala. Razem z Danielem chcą otworzyć jakiś darmowy odział czy coś…Nie wiem dokładnie, nie interesuję się tym – podstawiła pusty kieliszek, a Paddy napełnił go winem.- To znaczy nie myśl sobie, że nie obchodzi mnie los chorych dzieci – poprawiła włosy.- Ale wiesz, no bez przesady…Można przecież wysłać przelew, nie? – spojrzała na niego, ale sprawiał wrażenie nieobecnego.- W każdym razie spędzają całe dnie na rozkręcaniu tego przedsięwzięcia…Praca, praca, praca…Jakby to było w życiu najważniejsze…- skrzywiła się.- Teraz też pewnie z nim jest – spojrzała na zegarek i przewróciła oczami.

- Ach, z Danielem… – starał się przybrać obojętny ton. To świetnie, cieszę się, że jest szczęśliwa.

- Szczęśliwa? – Nicole uniosła brwi ze zdziwienia.- Taaaa…Tak samo jak i ty, głupku – mruknęła, ale chyba jej nie usłyszał. Wpatrywał się w swój kieliszek, lekko nim kołysząc. Za długa grzywka opadła mu na czoło, poprawił ją bezwiednie.

- Paddy…Wiesz co – przerwała panującą między nimi ciszę.- Super się z tobą gada, ale trochę się spieszę – sięgnęła po torebkę.- Za godzinę mam randkę, a muszę jeszcze wziąć prysznic, przebrać się, poprawić makijaż i kto wie, co jeszcze…- westchnęła ciężko.- Także sam rozumiesz…- zawiesiła głos w oczekiwaniu na jego reakcję.

- A tak… Jasne – zachowywał się jak wyrwany z głębokiego snu.- Zamówię ci taksówkę – sięgnął po telefon, jednocześnie szukając portfela.

- Dzięki, naprawdę muszę już pędzić – cmoknęła go w policzek, zostawiając na nim czerwony ślad.- Rzadko zdarza się żeby Daniel miał wolny wieczór, więc wiesz…Muszę korzystać – roześmiała się.

- Daniel? – zapytał od razu.

- No tak, a kto? – zapytała ze zdziwieniem.

- Ten Daniel? – patrzył na nią jakby zobaczył ducha.

- Tak ten – poklepała go po ramieniu.- Doktorek – pokiwała głową z satysfakcją.- Jest mój, nie martw się Laurze go nie oddam – otworzyła drzwi prowadzące na dwór.- Taksówka już jest – ucieszyła się.

- Nicole! – zawołał, kiedy ruszyła w stronę samochodu.- Dzięki za spotkanie, jesteś kochana! – uśmiechnął się szeroko, po raz pierwszy tego dnia. Poczuł, że z serca spada mu ogromy ciężar.

…………………………………………………

Miejsce było słabe. Zaraz przy metrze, ale w samym kącie, śmierdzącym walającymi się tam śmieciami. Kopnął plastikową butelkę, która pałętała mu się pod nogami i zaklął. Spojrzał na leżący obok kapelusz. Był pusty.

- Na co mi to było? -mruczał sam do siebie, przeglądając nuty. Szczerze mówiąc, miał dość. Od tygodnia zmieniał miejsca swoich występów. Kolonia, Berlin, Dublin…Dzisiaj Londyn…Tu szło mu zdecydowanie najsłabiej. Garstka ludzi, przyglądała mu się bez zainteresowania. Poprawił czapkę opadającą na czoło i sięgnął po gitarę. Ostatnia piosenka i spada z tego syfiastego miejsca. Poczuł się stary i nic nie warty. Potarł czoło. Ochrypłym głosem zaczął śpiewać.

You might say you’re pretty
You might say you’re free
Life may be so easy
Love may be so free
Cover the road, cover the road
Till the end of time

Patrzył przed siebie, lekko mrużąc oczy. Doszło kilka osób, kilka monet zadźwięczało w kapeluszu. Poczuł suchość w gardle. Mia niesamowitą ochotę na piwo. Oblizał spieczone wargi i wtedy ją zobaczył. Stała dosyć blisko, jasne włosy opadały jej na ramiona, żółta sukienka opinała pokaźnych rozmiarów brzuszek. Słuchała go z lekkim uśmiechem na ustach. Powiał wiatr, poprawiła brązową apaszkę w kwiaty, z czułością pogłaskała swój brzuch. Przerwał śpiew…Wprost nie mógł oderwać od niej wzroku. Rozległy się oklaski, a ona pomachała mu wesoło. Pośpiesznie schował gitarę, nuty wrzucił do plecaka i już był przy niej.

- Rose, miło cię widzieć – nie mógł oderwać wzroku od tej sukienki…

- Jimmy! – pisnęła rzucając mu się na szyję.- Nigdy bym się nie spodziewała, ze ty…Tutaj! – naprawdę cieszyła się na jego widok.- Ćwiczysz przed jakimś występem? – zapytała przytulając twarz do jego szorstkiego policzka.

- Można tak powiedzieć – chrząknął speszony.- Nie mogła przecież wiedzieć, że Londyn wcale nie był przypadkowy, że właśnie jej szukał w tłumie. Teraz stałą przed nim, a on nie mógł wydobyć z siebie żadnego sensownego zdania.- Zaprosiłbym cię na piwo, ale chyba nie możesz…- spojrzał na nią znacząco.- Wyglądasz kwitnąco – szepnął, omiatając ją wzrokiem.

- Dziękuję – dotknęła brzucha, miał wrażenie, że w jej oczach zobaczył smutek, ale być może tylko mu się zdawało…Po chwili uśmiechała się do niego, biorąc go za ręką.- Chodź na kawę, pogadamy, opowiesz mi co u ciebie – pociągnęła go w stronę kawiarni.

Rozmawiali przez cały wieczór. Była wesoła, dowcipna, subtelna, piękna…Mimo, że śmiali się i żartowali, do hotelu wracał z uczuciem ogromnego smutku. Miał wrażenie, że coś stracił. Coś ważnego, a może nawet najważniejszego w całym jego życiu? Niewiele mówiła o ojcu dziecka, które nosiła pod sercem. Kilka słów. Poznali się zaraz po jej przyjeździe do Londynu, też jest nauczycielem, dzięki niemu zapomniała o Paddym…Cieszył się, że ułożyła sobie życie, że będzie mamą. Czyż nie o tym przekonywał ją, podczas ich wspólnych rozmów? Nie wiedział tylko dlaczego poczuł się odarty z marzeń, z wiary w prawdziwą miłość…

……………………………………
Obudził go dzwonek telefonu. Przetarł oczy, próbując zlokalizować, która jest godzina. Spojrzał na zegarek, dochodziła trzecia. Jęknął, przewracając się na drugi bok. Przyłożył komórkę do ucha.

- Kto, do licha…- zaczął, ale nie dokończył, bo usłyszał płacz.

- Jimmy – Rose, pociągnęła nosem, a on usiał wyprostowany na łóżku. Po senności nie został nawet ślad.- Przepraszam, że cię obudziłam – chlipała. Ścisnęło mu się serce.

- Nie szkodzi – powiedział szybko, kurczowo trzymając telefon.- Co się stało?

- Kłamałam – płakała coraz bardziej, z trudem rozumiał jej słowa.- Ojciec dziecka…Wcale z nim nie jestem. I nie chcę być – usłyszał jakiś szelest, a potem z impetem wydmuchała nos.- Cieszę się, że będę mamą, Jimmy – oczami wyobraźni widział, jak głaszcze się po brzuchu.- Ale tak bardzo się boję. Przepraszam, już się rozłączam. Na pewno nic cię to nie obchodzi, masz swoje sprawy – pociągnęła nosem.- Chciałam ci tylko podziękować za dzisiejszy wieczór, Jimmy…I chcę żebyś znał prawdę…

- Poczekaj! – krzyknął, skacząc na jednej nodze. Nieudolnie próbował założyć spodnie, przy pomocy jednej tylko ręki.- Podaj mi adres, już do ciebie jadę.

- Naprawdę? – w jej głosie usłyszał niedowierzanie i radość.

- Tak – miotał się po pokoju w poszukiwaniu butów i skarpetek.

- Jimmy…- szepnęła wprost do słuchawki.- Jesteś najlepszy…Czekam.

122. STAY BESIDE ME

z10756783Q,Agnieszka-Wiedlocha-

14079584_884703691634240_6084195909548407911_n

122.

- Co zamierzasz? – Nicole weszła do pokoju niosąc drewnianą tacą, na której stała miska napełniona chipsami oraz butelka coli.

- Nie wiem, nie mam pojęcia…- Laura leżała na wznak na wielkim łóżku, przykrytym włochatą, różową kapą. Założyła ręce za głowę. Spojrzała w sufit.- Tym razem co mówił?- zapytała przyjaciółki. Sięgnęła po chipsa, powoli włożyła go sobie do ust.

- To samo, co wczoraj i przedwczoraj – Nicole opadła obok. Leżały przez chwilę w milczeniu.

- I co odpowiedziałaś? – nie mogła się powstrzymać, żeby nie zapytać.

- To co kazałaś – Nicole westchnęła, a potem roześmiała się.- Że potrzebujesz trochę czasu, ale nadejdzie dzień, kiedy z nim pogadasz – zachichotała.- I żeby był cierpliwy, bo mamy jeszcze spore zapasy w barku.

- Tego nie kazałam ci mówić! – Laura pisnęła i uniosła się na łokciu.- A jeśli popełniam błąd? – spoważniała nagle.- Problemy powinniśmy rozwiązywać razem…Poza tym strasznie za nim tęsknię.

- Nie dramatyzuj – Nicole wpatrywała się w swoje kolorowe paznokcie.- Tak kosmetyczka jest do bani, nie pójdę tam więcej – stwierdziła ze złością.- Spójrz, widzisz? – zamachała jej ręką przed oczami.

- Co takiego? – Laura spojrzała na dłoń przyjaciółki, starając się zrozumieć o czym mówi.- Dobrze się czujesz? – zapytała z powątpiewaniem.

- Odprysk – stwierdziła gorzko.- A miały się trzymać co najmniej sześć tygodni…

- Boże zwariuję – Laura sięgnęła po szklankę, napełniła ją whiskey, dolała coli.- Chyba się uzależniłam od tego napoju – upiła solidny łyk.- A ty mogłabyś trochę mi współczuć, mój związek wisi na włosku, nie mam pojęcia co robić.

- Przecież on cię kocha – Nicole spojrzała na nią ze zdziwieniem.- Po prostu do niego wróć. Szczerze mówiąc mam już ciebie trochę dość – puściła do niej oko. – Siedzisz u mnie trzeci dzień, a Paddy był tu…- zastanowiła się przez chwilę.- Czekaj, policzmy…Wczoraj dwa razy, przedwczoraj też, dzisiaj tylko raz…

- Pięć razy – Laura podsumowała smętnie.- Wiem, że mnie kocha. Poświęcił tak wiele żebyśmy byli razem, ale czy on to przemyślał? – nie czekając na odpowiedź, kontynuowała.- Wydawało mu się, że po prostu wrócimy do tego co było, ale te dwa lata zbyt dużo zmieniły…Nigdy mi nie wybaczy, a już na pewno nie zapomni – dodała z żalem.- A ja tak nie chcę. W ten sposób nigdy nam się nie uda.

- A mogę się dowiedzieć, o co w ogóle poszło? – Nicole usiadła na łóżku.- Smęcisz, ględzisz, a tak naprawdę nie powiedziałaś dlaczego się pokłóciliście.

- Poszło o Lucasa…

- Co? – Nicole otworzyła usta ze zdziwienia.- Znowu się z nim przespałaś?

- Idiotka – Laura prychnęła pogardliwie.- Przez chwilę głęboko się nad czymś zastanawiała.- Posłuchaj, obiecałam, że nikomu nie powiem, ale chyba powinnaś o czymś wiedzieć…Znacie się przecież od dziecka…Lucas jest poważnie chory, ma raka. Byłam u niego w szpitalu, a Paddy nie może tego przeboleć…Tylko, że wiesz…- pochyliła głowę.- Nie wiadomo ile czasu mu zostało.

- Dlaczego dopiero teraz mi o tym mówisz? – Nicole krzyknęła z oburzeniem, zerwała się i ze zdenerwowania pochłonęła całą garść chipsów.- W którym szpitalu leży? Pojadę do niego jutro z samego rana.

- Nie sądzę żeby to był dobry pomysł – Laura obgryzała paznokcie.

- Obie z nim spałyśmy, więc dlaczego tylko ty możesz go odwiedzać? – przyjaciółka spojrzała na nią z całkowitą powagą.

- Boże daj mi siłę – Laura westchnęła, ale w głębi duszy cieszyła się, że zrzuciła z siebie ten ciężar. Choroba Lucasa pokryła cieniem wszystko wokoło i coraz trudniej było jej dusić to w sobie.- No dobra, jedź jutro do niego – zgodziła się.- Pewnie będzie na mnie wściekły, ale trudno. Przecież nie może przez cały czas być sam.

- Bardzo źle się czuje? – zapytała Nicole drżącym głosem.

- Niestety tak…- Laura nie zdążyła dokończyć, bo znów rozległo się pukanie do drzwi.

- Tym razem będę ostra! – Nicole w bojowym nastroju ruszyła do przedpokoju, a Laura ścisnęła poduszkę. Serce zabiło szybciej i wbrew sobie zaczęła nasłuchiwać. Jakaś część niej miała nadzieję, że to znowu on…

- Paddy idź sobie! – Brunetka stała pod drzwiami, krzycząc. Starała się, żeby jej głos brzmiał poważnie i groźnie.- Ona nie chce cię widzieć!

- Proszę cię nie drażnij mnie – usłyszała wściekłość w jego głosie. – Otwieraj te drzwi, do cholery!

- Nie masz serca, to teraz cierp! -pisnęła z całej siły.- Zazdrosny o śmiertelnie chorego człowieka, egoista jeden! – dodała, ale trochę ciszej.

- Nicole, nie prowokuj mnie – usłyszała w odwecie.

- A co? Wyważysz drzwi? – wrzasnęła. Była w swoim żywiole i ani myślała się poddawać.

- Otwórz mu – nagle usłyszała za sobą cichy głos Laury. Odwróciła się zaskoczona.

- Żartujesz? – odrzuciła do tyłu kruczoczarne włosy.- Nie ma mowy!

- Otwórz – szepnęła.- Porozmawiam z nim.

- Ale przecież dopiero mówiłaś, że nie jesteś gotowa, że to nie ma sensu…Jesteś pewna? – Nicole nie miała ochoty opuszczać swojego stanowiska pod drzwiami. Uwielbiała jak coś dzieje.

- Jestem pewna…- minęła przyjaciółkę, przekręciła klucz.- Zostawisz nas samych? – spojrzała znacząco na Nicole, która niechętnie, ale posłusznie oddaliła się do kuchni, co chwila odwracając się za siebie. Stanęła twarzą w twarz z zaskoczonym Paddym, który nie spodziewał się, że jednak mu się uda. Był blady i jakiś przygaszony.

- Nicole jest zdrowo rąbnięta – pokręcił głową i spojrzał na nią smutnymi oczami. Ścisnęło jej się serce. Tak bardzo za nim tęskniła. Zrobiła krok do przodu i na jeden ułamek sekundy przylgnęła do niego całym ciałem. Poczuła jego usta na swoim czole. Cofnęła się. – Nie bój się. Nie przyjechałem tu prosić się żebyś ze mną uciekła, tak jak ostatnio – uśmiechnął się nieznacznie.

- Nie? – zapytała trochę głupio i wbrew sobie, poczuła nutkę rozczarowania.

- Zresztą teraz, pewnie byś mnie wyśmiała – dodał.

- Tak sądzisz? – wpatrywała się w niego, niezdolna wykonać jakikolwiek ruch.- Mogę zadać ci jedno pytanie?

- Jasne – oparł się o ścianę.

- O czym myślałeś, kiedy szukałeś mnie wtedy na lotnisku?

- Tylko o jednym. Żeby być z tobą. Reszta w ogóle się nie liczyła.

- No właśnie – stwierdziła gorzko.- Okazuje się, że ta reszta ma jednak ogromne znaczenie…- westchnęła.

- Nawaliłem na całej linii – Paddy przysunął się nieco bliżej. Miała ochotę pogłaskać go po policzku, przejechać dłonią po włosach.- Obiecałem ci, że jeśli wsiądziesz do tego samochodu, jeśli pojedziesz ze mną, wszystko będzie dobrze, wszystko się uda. Tak się nie stało. Nie dotrzymałem słowa.

- Nieprawda! – dotknęła jego ręki.- To nie twoja wina, że masz uczucia, Paddy. Masz do mnie żal. Nie ufasz mi – to przykre, ale nie mogę cię za to winić.

- Laura, proszę cię, wróć ze mną do domu. Razem, damy radę. Tylko wróć – szepnął błagalnie. Odwróciła głowę. Tak naprawdę, tylko tego pragnęła. Wziąć go za rękę i wyjść.

- Nie mogę – odpowiedziała jednak.- Nie dbam o to, co myślą o mnie inni, co mówią i jak mnie nazywają – nagle wspomnienia ich kłótni wróciły. Poczuła jak oblewa ją gorący rumieniec. Słowo, którym ją nazwał, piekło do żywego.- Ale wiem jedno – kontynuowała dalej spokojnie. O jej zdenerwowaniu świadczył tylko lekko drżący głos.- Nie możesz być z kimś, o kim myślisz w ten sposób. Tylko na twoim zdaniu mi zależy. A ja, nie mogę kochać kogoś, kto uważa mnie za…- przerwała. To było zbyt trudne – za dziwkę – dokończyła z wysiłkiem. – To nie tak miało wyglądać, Paddy. Musimy to zrobić jeśli chcemy zachować do siebie resztki szacunku. Inaczej dojdzie do tego, że się znienawidzimy…

- Musimy zrobić co? – zapytał głucho. Głos miał zmieniony, jakby obcy.

- Może oboje potrzebujemy czasu – szepnęła.- Może osobno będzie nam łatwiej? – sama przestraszyła się swoich słów.

- Widzę, że już podjęłaś decyzję – stwierdził cicho. W jego głosie wyczuła zwątpienie, a może rezygnację?

- Podjęłam? – zapytała zaskoczona.- Tak, chyba tak…- odpowiedziała jak we śnie. Czy to wszystko działo się naprawdę? -Idź już – nie chciała żeby widział jak płacze. Z całej siły zacisnęła powieki. Długą chwilę czekała na to, co powie. Przez ułamek sekundy wyobrażała sobie, że wsiadają razem do samochodu i odjeżdżają. Nie, nie nie. To nic nie da. Już raz próbowali. Spojrzał na nią z niedowierzaniem.- Odpowiedz mi szczerze na jedno pytanie – poprosiła.- Wierzysz, że umielibyśmy zacząć po raz kolejny od nowa? Zapomnieć? Wybaczyć? Zaufać sobie?

- Nie wiem – odpowiedział patrząc na nią szeroko otwartymi oczami. Jego wzrok sprawił, że zadrżała. Zapragnęła uciec jak najdalej, schować się, nie myśleć, nic nie czuć.

- Tak więc wszystko jasne – ostatnia iskierka nadziei gdzieś się ulotniła. Miała wrażenie, że on oddala się od niej, a ona nie może nic z tym zrobić.

- To koniec? Tak po prostu? – zapytał nagle stłumionym głosem.

- Chyba tak…- odpowiedziała zdumiona. To naprawdę się stało? Odwróciła głowę. Po chwili usłyszała, że wyszedł. Cicho zamknął za sobą drzwi. Zagryzła wargi. Łzy same popłynęły. Łzy bólu i rozczarowania, utraconej miłości… Wiedziała jednak, że nie mogła postąpić inaczej. Nie mogła…Była w sypialni, kiedy drzwi otworzyły się ponownie. Stanął przed nią. Niedbale zawiązany szalik zsunął mu się z szyi.

- Powiedz mi. Co mógłbym jeszcze zrobić? – zapytał zrozpaczonym głosem.

- Nie wiem, Paddy…Nie wiem…- zapłakała.- Musiałbyś po prostu we mnie uwierzyć.

Nie pamiętała, jak długo jeszcze stali, patrząc się na siebie w milczeniu. Nie słyszała, co mówiła Nicole, kiedy płacząc padła na łóżko. Do samego rana, nasłuchiwała w nadziei, że może wróci i przekona ją bardzo się myliła. Nie przyszedł.

……………………………………………

- Dobra, w takim razie wszystko mamy ustalone – kilka dni później Paddy rozmawiał przez telefon ze swoim agentem. Omawiali szczegóły trasy koncertowej. Odłożył słuchawkę i uśmiechnął się do siebie. Pierwszy koncert już za dwa miesiące. Nie mógł się doczekać. Tego mu było trzeba. Jeden koncert po drugim, mało snu, ciągły bieg, adrenalina. Nie mógł w to uwierzyć, ale naprawdę za tym tęsknił. Ruszył do kuchni. Miał zamiar spędzić samotny wieczór przed telewizorem. No może w towarzystwie czystej z lodem. Otworzył szafkę, kiedy rozdzwonił się dzwonek do drzwi. – Cholera! – syknął, bo kubek stojący na najwyższej półce, z hukiem rozbił się o podłogę. W milczeniu zebrał porcelanowe skorupy. Laura lubiła pić w nim kawę, przypomniał sobie nagle. W zamyśleniu patrzył na popękane szkło. Jeśli nawet by go skleił, i tak zostaną rysy. Kto by chciał w takim kubku cokolwiek pić? – z trzaskiem wyrzucił odłamki do kosza. Dzwonienie do drzwi nie ustało, więc poirytowany ruszył do przedpokoju.

- Ooo braciszek – mruknął na widok Jimmiego.- Wchodź, wchodź brachu, napijemy się.

- Jesteś sam? – Jimmy ze zdziwieniem rozejrzał się po pustym salonie, wszedł do kuchni, pokręcił głową, patrząc na stos brudnych naczyń, stół zastawiony kubkami z niedopitą kawą i herbatą, podłogę upstrzoną plamami i okruchami.

- Sam, sam, jakże by inaczej – Paddy otworzył lodówkę. Była prawie pusta, jeśli nie liczyć butelki wódki, ketchupu i kilku pustych słoików.- Taki już nasz los, braciszku – nagle parsknął śmiechem.- Kochają nas, a potem odchodzą, bez mrugnięcia okiem – usiadł przy stole, napełnił dwa kieliszki.- Nasze zdrowie!

- Rozstaliście się? Znowu?!- krzyknął zszokowany Jimmy.- Patricia się załamie, kiedy się dowie, że na darmo pogodziła się z Laurą – dodał ze złośliwym uśmieszkiem.

- Zamknij się! – Paddy z trzaskiem odłożył butelkę na stół.- Kiedyś nie pozwoliłem jej odejść, może teraz powinienem? – dodał ciszej, jakby sam do siebie. – Odpuścić, żeby mogła zacząć od nowa? Żeby była szczęśliwa?

- Co ty bredzisz? – Jimy patrzył na niego z zdziwieniem.- Kompletnie wam odbiło? Odpuścić? Teraz? Kiedy wreszcie możecie być razem? – podniósł do góry swój kieliszek i wypił jego zawartość jednym haustem.

- Wiesz, że Lucas jest umierający?- zapytał nagle Paddy.

- Lucas? Nasz Lucas?

- Tak, ma raka – pochylił głowę, dłonie mu drżały.- A wiesz, że ja nadal go nienawidzę? – utkwił wzrok w starszym bracie.- I to przeraża mnie najbardziej – do jego kieliszka wpadła pojedyncza kropla. Łza…

………………………………………………..

- Laura, skończyłaś na dzisiaj? – odwróciła się zaskoczona. Stała właśnie na przystanku, wpatrując się w słup ogłoszeniowy, na którym powieszono ogromny plakat, reklamujący trasę koncertową Patricka Kelly. Prawie codziennie inne miasto, inne państwo… Niemcy, Austria, Czechy, nawet Polska…Poczuła ukłucie w sercu, ale opanowała się. Wzięła głęboki oddech. Minęły jakieś dwa miesiące, szybko się ogarnął. Ale to dobrze. A nawet bardzo dobrze. To tylko upewniało ją w słuszności podjętej decyzji.

- Tak, koniec na dziś – uśmiechnęła się do stojącego obok Daniela.

- Świetnie wyglądasz- spojrzał na nią z uznaniem.

- To raczej niemożliwe, ale dziękuję – starała się nie myśleć o tonie pudru, który nakładała codziennie na sińce pod oczami.

- A co u ciebie? – zapytał.- Nie odzywasz się ostatnio.

- Przepraszam, nie miałam czasu – dotknęła rękawa jego płaszcza, uśmiechnęła się przepraszająco.- Po prostu ostatnio miałam dużo pracy…- zamyśliła się nagle.- Musiałam też się czegoś nauczyć, w zasadzie ciągle to robię.

- Co takiego? – zapytał zdumiony.

- Uczę się, jak wstawać rano, jeść, pić, rozmawiać, pracować i uśmiechać się – szepnęła sama do siebie.

- Słucham? – Daniel wpatrywał się w nią, nic nie rozumiejąc.- Możesz głośniej? Przez te autobusy i samochody nic nie słychać.

- Jak robić to wszystko – kontynuowała, nie słuchając go.- Bez niego…- dodała już zupełnie cicho. Tak cicho, że sama ledwo słyszała swój własny, smutny głos.

- Halo! Dobrze się czujesz? – Daniel patrzyła na nią coraz bardziej zaniepokojony.

- Tak…Już tak – spojrzała na plakat.- Zabierz mnie gdzieś, na jakiś spacer albo kawę, dobrze?

- Jasne, nie ma sprawy – ruszyli przed siebie, kuląc się przed porywistym wiatrem. Znowu padał śnieg. Uśmiechnęła się do siebie. Coraz łatwiej jej to wychodziło.

121. END OF TIME

13912892_900441976727940_5357111063195757769_n

agnieszka-wiedlocha-pod-studiem-ddtvn-336275-GALLERY_BIG

121.
Obudził go potworny ból głowy. Wstał, pocierając dłonią czoło. Spojrzał na łóżko. Laura jeszcze spała. Przez chwilę obserwował jej usta, zamknięte powieki, ozdobione wachlarzem czarnych rzęs. Tak bardzo ją kochał. Kiedy przyglądał się jak śpi, wszystko wydawało mu się takie proste. Dotknął jej dłoni, a ona obróciła się na drugi bok. Syknął, bo zakręciło mu się w głowie. Kac…Wolnym krokiem powlókł się do łazienki, przemył twarz zimną wodą i połknął dwie tabletki przeciwbólowe. Dopiero po chwili dotarło do niego, co naprawdę się stało. Przypomniał sobie wczorajszy wieczór, rozmowę z Brendą, a potem słowa, które powiedział Laurze. Pamiętał, jak przytulała go, przepraszając i jak płakała, wtulając twarz w jego ramię…Był na siebie wściekły, przeszłość wracała w najmniej odpowiednich momentach, a wtedy tracił rozum. Spojrzał na zegarek, dochodziła ósma.

- Cholera! – krzyknął, plamiąc spodnie, bo filiżanka z kawą przechyliła się niebezpiecznie. Odłożył ją na stół i wybrał numer do Brendy. Koniecznie musiał z nią porozmawiać. Nagle obleciał go strach. A co jeśli wykorzysta jego słowa? Opowiadał jej o Laurze, o zdradzie, o Lucasie…- Jesteś skończonym kretynem – mruczał sam do siebie, czekając aż odbierze. Nie doczekał się. Upił ostatni łyk gorzkiej kawy, zgarnął kluczyki i nie zważając na złe samopoczucie pobiegł do samochodu.

W domu nie było nikogo. Przez chwilę stał, zastanawiając się co robić, kiedy przyszło mu do głowy, że pewnie jest już w pracy. Być może pisze własnie nowy, ekscytujący artykuł na jego temat. Jak mógł być tak głupi i opowiadać jej o swoich prywatnych sprawach? Przekręcił kluczyki i ruszył, z całej siły dodając gazu. Podjechał na parking akurat w momencie, kiedy otworzyły się drzwi, a Brenda we własnej osobie znalazła się parę metrów od niego.

- Dobrze że cię widzę – podszedł do niej szybkim krokiem, starając się uspokoić oddech.

- Cześć – uśmiechnęła się.- W rękach trzymała kartonowe pudełko.- Już wstałeś? Głowa cię nie boli? – szturchnęła go w ramię.

- Muszę z tobą porozmawiać – odciągnął ją na bok. – To co ci wczoraj powiedziałem…Nie wykorzystasz tego? – zapytał prosto z mostu.

- Słucham? – jej twarz nagle zesztywniała.

- Byłem pijany, mówiłem trochę zbyt dużo – podrapał się po głowie.- Ile kosztuje twoje milczenie? – poklepał się po kieszeni, w poszukiwaniu portfela?

- Ile kosztuje? -wykrztusiła ze zdziwieniem. Wpatrywała się w niego z otwartymi ustami. – Nie stać cię – rzuciła nagle i odwróciła się.

- O mnie możesz pisać co chcesz, Laurę zostaw w spokoju! – podniósł głos, znów stanął obok niej.- Jeśli przeczytam na jej temat choć jedno słowo, nie daruję ci tego – spojrzał jej w oczy.

- Dlaczego ciągle jej bronisz? – krzyknęła wściekła. – Nie widzisz, że i tak nic z tego nic nie będzie?

Teraz to on stał jak wryty i wpatrywał się w nią zdumiony. Chciał krzyknąć, powiedzieć, że gada głupoty, zamiast tego zapytał cicho.

- Dlaczego tak myślisz?

- Nie możesz zapomnieć o tym, co ci zrobiła. To jest i będzie między wami. Nie uwolnisz się – kurczowo ściskała brązowe pudełko. Zacisnęła usta, tak jakby próbowała powstrzymać się od płaczu.- Odeszłam – szepnęła cicho.- Zwolniłam się z pracy, myślałam, że jesteśmy przyjaciółmi Patrick…

- Jak to odeszłaś? – dopiero teraz dotarło do niego, że jest wcześnie rano, a ona już wychodzi z redakcji.

- Nikt nie będzie mi mówił co i o kim mam pisać – uśmiechnęła się słabo.- Możesz spać spokojnie – dodała, nie patrząc na niego.

- Cholera jasna…- jęknął.- Przepraszam – dotknął jej ramienia.- Chyba wariuję. To wszystko kompletnie mnie przerasta, w dodatku męczy mnie kac – dotknął swojej głowy. Było mu głupio. Nie mógł jednak zapomnieć słów, które przed chwilą usłyszał.

- Jesteś wspaniałym facetem, Patrick – Brenda odstawiła pudełko, poprawiła szary, elegancki płaszcz. Ja też przepraszam za to, co ci powiedziałam – bezwiednie bawiła się końcówką czarnego szalika.- Życzę ci jak najlepiej. Wam – poprawiła się.- Pamiętaj tylko, żeby przeszłość nie przysłoniła ci teraźniejszości. Inaczej nigdy nie ruszysz na przód – spojrzała smutno w jego oczy. Patrzyła na miękki zarys ust, zmarszczki, które dodawały mu uroku, przydługie włosy, opadające na czoło…Nieśmiało dotknęła dłonią jego policzka. Poczuła smutek i żal. Kolejny raz w życiu. Cofnęła się. Uniosła głowę. Nie mogła pokazać, jak bardzo je zależy. Przecież to i tak nie miałoby żadnego sensu.

- Nic o nas nie wiesz – szepnął, wpatrując się w czubki swoich butów.

- Widzę jak się męczysz. Nie możesz się od tego uwolnić – zerknęła na niego. Poprawiła włosy, strzepnęła z rękawa płatki śniegu.

- I co teraz? – zapytał, zmieniając temat. Przecież nie będzie się jej tłumaczył. – Zostałaś bez pracy.

- Coś sobie znajdę – wysiliła się na uśmiech.- I tak miałam dość tej roboty. A może zacznę pisać książkę? Będę miała mnóstwo czasu, zawsze o tym marzyłam – roześmiała się.

- Świetna z ciebie dziewczyna – przytulił ją lekko.- Dziękuję i przepraszam, że w ciebie zwątpiłem.

- Mam nadzieję, że odwiedzisz nas jeszcze kiedyś. Jack na pewno się ucieszy.

- Jasne – schował ręce do kieszeni. Zrobiło się zimno, wiał silny wiatr. – Muszę już wracać – tupnął kilka razy, bo czuł, że zamarzają mu stopy.

- No pewnie, jedź do domu. Do Laury – stała, nie ruszając się z miejsca.

- Tak, do Laury – przytaknął. – I nie masz racji – dodał nagle, nie wiedząc po co. Może chciał przekonać samego siebie? – Przeszłość już dawno za nami. Nie mam z tym żadnego problemu.

- Mam nadzieję – Brenda ostatni raz spojrzała na niego i otulając się płaszczem, odeszła.

……………………………….

Było już późne popołudnie, kiedy dotarła do domu. Otworzyła drzwi, zdjęła puchową kurtkę. Rozcierając zmarznięte dłonie ruszyła do kuchni, skąd dobiegał ja smakowity zapach.

- Jesteś wreszcie – Paddy odwrócił się, odłożył łyżkę, którą przed chwilą zawzięcie mieszał w garnku. – Gdzie byłaś? Ugotowałem zupę – wyciągnął z szafki dwa talerze.

- Zupę? – uśmiechnęła się, siadając przy stole.

- Przepis od jednego meksykańskiego kucharza, rozgrzeje cię – postawił przed nią parujący talerz, a sam usiadł obok. Przez chwilę jedli w milczeniu.- Przepraszam – odezwał się nagle.- Za wczoraj, za swoje zachowanie – spojrzał na nią niepewnie.- Jestem idiotą.

- Staram się ciebie zrozumieć- westchnęła.- Szkoda tylko, że zamiast rozmawiać ze mną, wolałeś spędzić wieczór u Brendy…- zawiesiła głos. Nie miała zamiaru robić mu wyrzutów, ale to bolało.

- To nie tak – złapał ją za rękę, przysunął się bliżej.- Nie planowałem tego, samo wyszło. Wkurzyłem się, że nie odbierasz telefonów. Sam nie wiem o czym myślałem.

- Muszę ci o czymś powiedzieć – zaczęła, poprawiając się na krześle.- To ważne.

- Poczekaj – przerwał jej. – Dzisiaj rano pojechałem do Brendy. Przestraszyłem się, że zbyt dużo jej powiedziałem – potarł dłonią czoło.- Może to prawda, że nie potrafię uporać się z przeszłością, ale staram się i kocham cię, Laura…Przepraszam.

- Obiecaj mi, że już nigdy nie będziesz rozmawiał z kimkolwiek o naszych prywatnych sprawach, Paddy – szepnęła cicho.- Prawda jest taka, że nie mam się czym chwalić – dodała smutno.

- Masz – złapał ją za obie dłonie, pochylił głowę, na każdej złożył długi pocałunek.- Znam cię. Jesteś dobra, jesteś wyjątkowa, jesteś moja…

- Paddy – uniosła dłonie, objęła nimi jego twarz, opuszkami palców dotknęła policzków. Zbliżyła swoje czoło do jego.- Pragnę być jak najlepsza, dla ciebie. I obiecuję, już nigdy więcej cię nie skrzywdzę. Jestem inną osobą, kiedy jesteś ze mną. Dzięki tobie, wiesz? – pocałowała go prosto w usta. Najpierw delikatnie, potem bardziej namiętnie. – Chcę ci tylko o czymś powiedzieć, musisz zrozumieć…

- Za chwilę – jęknął, unosząc ją i sadzając sobie na kolanach. Jego dłonie wsunęły się pod jej bluzkę. Gładziły jej plecy, zsuwały się coraz niżej. Objęła go nogami, jednocześnie pozbywając się bluzki. W tym czasie Paddy uporał się z guzikiem jej spodni. Objęła go za szyję, wykonując miękkie, posuwiste ruchy. Upajała się jego zapachem, miękkością włosów, które czuła pod palcami. Krzesło zachybotało niebezpiecznie, ale nie zwracali na to uwagi. Ogarnięci namiętnością, zapomnieli o wszystkim. Oddychała ciężko, czując jego drżące ciało tak blisko swojego. Krzyknęła, kiedy uniósł ją nieznacznie w górę i wszedł w nią, jednocześnie wbijając paznokcie w jej pośladki. Długo jeszcze siedzieli spleceni w gorącym uścisku, tak jakby nie chcieli odsunąć się od sienie nawet na milimetr. Było dobrze, bezpiecznie, najlepiej.

………………………………..
- O czym chciałaś ze mną porozmawiać? – zapytał, kiedy kilka godzin później wylegiwali się na kanapie, oglądając film. Leżał obok, bawiąc się kosmykiem jej włosów.

- O czymś ważnym, Paddy – podniosła się, usiadła sztywno.- O Lucasie.

- Myślałem, że ten temat mamy już za sobą – odpowiedział zimno, odsuwając się. Z lodówki wyciągnął butelkę piwa, upił kilka łyków.

- Paddy – stanęła zanim, delikatnie masowała jego ramiona. – wysłuchaj mnie spokojnie, proszę – zrobiła krok do przodu, znalazła się na wprost niego.

- Nie chcę! – podniósł głos.

- Zachowujesz się mały chłopiec! – powoli traciła cierpliwość.

- Co takiego ważnego masz mi do powiedzenia? No co? – jego twarz nie zdradzała żadnych uczuć, ale oczy mówiły wszystko.- Mów! Niech to wreszcie się skończy! Raz na zawsze zamknijmy ten temat!

- Uspokój się – z trudem opanowała drżenie rąk. – Miała ochotę uciec, skłamać, ale przecież nie mogła.

- Byłem spokojny, kiedy odeszłaś do niego – z trudem cedził słowa.- Zresztą, nie miałem nawet możliwości powiedzieć ci, co o tym myślę, bo po prostu uciekłaś!

- W ten sposób, to my do niczego nie dojdziemy – odwróciła się zrezygnowana, ale złapał ją za rękę.

- Co z nim? – z trudem panował nad emocjami. Przez jego twarz przebiegł ledwo dostrzegalny grymas.

- Widziałam się z Lucasem dzisiaj, wczoraj też – zaczęła, nerwowo splatając palce u rąk.

- Widziałaś się? – powtórzył, tak jakby jej słowa nie do końca do niego dotarły.

- Tak. Odwiedzam go od ponad tygodnia…Jest w szpitalu, bierze chemię…

- Dlaczego nic mi nie powiedziałaś??? – ryknął tak głośno, że aż podskoczyła ze strachu.

- Przecież mówię – szepnęła, z trudem hamując łzy.- Paddy on nas potrzebuje…Jest zupełnie sam.

- Byłaś u niego dzisiaj, kiedy na ciebie czekałem? – w ogóle jej nie słuchał. Odłożył butelkę, opał się o stół. – I wczoraj, kiedy skłamałaś, że cały dzień spędziłaś w szpitalu? U chorych dzieci! – krzyknął znowu. Wyprostował się.

- Posłuchaj mnie…-chciała złapać go za rękę, ale odepchnął ją od siebie.

- Spotykałaś się z nim po tym wszystkim??? Nie wierzę! Nie wierzę! – złapał się za głowę.- Dlaczego mi to robisz? – wpatrywał się w nią z niedowierzaniem.

- Musiałam…- zaczęła, ale znów jej przerwał. Wpadł w furię.

- Musiałaś??? – złapał ja za ramiona, widziała jego rozszerzone tęczówki.

- Tak! – wyrwała się wreszcie.- I chciałam! Nic nie rozumiesz!

- Dziwka! – krzyknął jej prosto w twarz. Nagle nastała cisza. Słowo zawisło między nimi, powietrze jakby zgęstniało… Wstrzymała oddech. Patrzyli na siebie przez chwilę. Otworzyła usta, ale nie wydobyło się z nich żadne słowo.

- Boże…Przepraszam – szepnął nagle. W jego oczach dostrzegła strach. – Nie chciałem tego powiedzieć, Laura…- w jednej chwili znalazł się przy niej. Objął ją, trzymał w ramionach jak bezwolną lalkę.- Nie chciałem, naprawdę nie chciałem…

- Wiem – wyswobodziła się z jego uścisku.- Wiem, że nie chciałeś…- stanęła przed nim, blada jak ściana. Nie płakała.- Lucas jest chory, umiera…To tyle – dokończyła, powstrzymując szloch. Zagryzła wargi.

- Nie mogę się z tym wszystkim uporać – szepnął cicho.- Laura…przepraszam. Kocham cię, wiesz przecież – umilkł, wpatrując się w nią ze strachem.

- Wiem – pokiwała głową.- Kochasz. Ja ciebie też. Najbardziej na świecie.

- Nie gniewasz się? – zapytał.

- Nie – odwróciła się żeby ukryć łzy.- Po prostu coś mi uświadomiłeś – zamyśliła się.- Zasługujesz na kogoś lepszego niż na dziewczynę, o której myślisz w ten sposób, nawet jeśli wyrwało ci się to przypadkiem – stwierdziła smutno.

- Zasługuję na ciebie – uścisnął jej dłoń tak mocno, że z trudem wytrzymała ból.-

- Cokolwiek zrobię, będzie to naznaczone cieniem przeszłości. Teraz to wiem.

- Nic nie wiesz! Kocham cię, do cholery! Damy radę! – trzymał ją mocno. Spojrzała mu w oczy.

- Paddy…Chcę żebyś był ze mnie dumny…Żebyś mi ufał, wierzył…A nie biegał ze strachem po redakcjach, w obawie, że coś o mnie napiszą. Nie chcę żebyś denerwował się każdym moim spóźnieniem, wyłączonym telefonem, każdą decyzją, którą podjęłam…Kocham cię najbardziej na świecie, ale tak być nie może…- powiedziała smutno.- Wierzę, że nie chciałeś tego powiedzieć, mimo to wyrwało ci się…Nie potrafiłeś mnie nawet wysłuchać – dodała z żalem.

- Porozmawiajmy na spokojnie – pociągnął ją w stronę kanapy.- To wszystko nie tak – nagle nie miał pojęcia co powiedzieć.

- Jesteś w stanie zapomnieć o przeszłości, zaufać mi, wybaczyć? – zapytała. Patrzyła jak siedzi przed nią, unosi głowę, a za chwilę opuszcza ją z powrotem. Niesforny kosmyk opadł mu na czoło i nagle poczuła nieodpartą chęć, żeby przejechać dłonią po jego włosach. Chciała go przytulić, pocieszyć. Wydawał się tak zagubiony…Zacisnęła pięści.

- Nie wiem…- odpowiedział po dłuższej chwili.

- Muszę wyjść, przewietrzyć się…- zamknęła na chwilę oczy.- Przepraszam, nie mogę…- uciekła do przedpokoju, złapała kurtkę i wybiegła. Miała wrażenie , że zaraz się udusi. Powietrza!

……………………………………

Spacerowała tak długo, że palce u stóp zamieniły się w sople lodu , a policzki oblał czerwony rumieniec. Było jej przykro, cholernie smutno i źle. Tak jakby wokoło zapanowała nicość. Minęło kilka godzin, a już za nim tęskniła. Kochała go aż do bólu, dlatego nie mogła pozwolić, żeby myślał o niej w ten sposób. Nie on.

- Co się stało? – godzinę później, Nicole otworzyła drzwi swojego nowego mieszkania, wpuszczając ją do środka.- Jak ty wyglądasz? – krzyknęła.

- Trochę zmarzłam – Laura, szczękając zębami usiadła na kanapie. – Mogę u ciebie przenocować?

- Jasne, mam wino – Nicole przyniosła z kuchni butelkę i korkociąg.- Co zrobił? – zapytała rzeczowo.

- Nic…Wszystko…Nie wiem…- Laura poczuła, że nie ma już siły. Krople łez spłynęły po jej zimnym policzku.- Muszę wyjechać – szepnęła, ocierając oczy rękawem.

- Jak to wyjechać? Nie bądź głupia, cokolwiek się stało, nie możesz odpuścić!

- A może wreszcie powinnam?

- Przecież się kochacie! – Nicole otworzyła usta ze zdziwienia.

- Czasami miłość nie wystarcza…- schowała twarz w dłoniach, płacząc cicho. Wiedziała już, co powinna zrobić…

120. NO CHANCE

13872675_1007789039319096_5461901409348127970_n

120.
- Byłeś świetny! – Paddy uśmiechnął się do Jacka i po przyjacielsku zmierzwił mu czuprynę. Wychodzili właśnie ze szkolnego przedstawienia, a chłopiec czerwony z emocji, złapał go za rękę.

- Raz się pomyliłem, słyszałeś? – zapytał.

- Nie przejmuj się, publiczność czeka na takie chwile. Wielkie gwiazdy często się mylą, taki ich urok – poklepał chłopca pocieszająco po ramieniu.

- Uf, to dobrze – rozpromienił się.- Gdyby nie twoja pomoc, nigdy nie nauczyłbym się grać tej melodii. Jest strasznie trudna…

- Hej! Czekajcie! – Brenda przedzierała się w ich stronę przez tłum rodziców.- Dziękuję, że przyszedłeś – zawiesiła wzrok na Patricku, a po chwili przeniosła go na syna.- Na co masz ochotę?- pocałowała Jacka w czubek głowy i z czułością pogłaskała po policzku.- Lody?

- Patrick, pójdziesz z nami? – zapytał chłopiec prosząco.

- W zasadzie to…- Paddy poklepał się po kieszeni, wyjmując komórkę.- Powinienem już wracać do domu – uśmiechnął się przepraszająco.

- Chcieliśmy ci jakoś podziękować – Brenda na ułamek sekundy dotknęła jego dłoni.- Mocnej kawy nie odmówisz, prawda? – w jej głosie słychać było zdenerwowanie.

- No proszę, proszę, chodź z nami – chłopiec skakał wokół niego.- Znam miejsce gdzie są najlepsze czekoladowe lody, no proszę.

- Poczekajcie, tylko zadzwonię – oddalił się kilka kroków i wybrał numer do Laury. Nie odbierała. Stał, wsłuchując się w głuchy sygnał aż w końcu ze złością schował telefon do kieszeni. Pewnie jak zwykle wyciszyła dźwięki…Wydawało się, że wszystko między nimi w porządku. Przeprosił ją za swoje zachowanie, ale zdania nie zmienił. Nie chciał mieć z Lucasem nic wspólnego. Może był chory, może samotny…- zacisnął pięści.- Ale co z tego? Kiedyś pomógłby mu bez zastanowienia, teraz nie miał do tego głowy. A co najważniejsze – nie miał do tego serca…Zbyt dużo się wydarzyło, a kiedy wreszcie udało mu się zapomnieć, przebaczyć, Lucas znów stanął między nimi. Kolejny raz…Zamknął oczy. Przypomniał mu się dzień zaręczyn i moment, kiedy Laura wybiegła. Uciekła. A potem kolejne dni bez niej, ze świadomością, że to Lucas jest z nią teraz, że ona tak po prostu odeszła. Odeszła do niego. Było, minęło – potrząsnął głową, ale złe myśli nie chciały go opuścić.

- Wszystko w porządku? – poczuł dłoń na swoim ramieniu. Odwrócił się. Brązowe oczy Brendy wpatrywały się w niego z niepokojem.

- Tak, jasne – westchnął. – To co idziemy? Mam ogromną ochotę na kawę – ruszył w stronę Jacka.- Prowadź na te lody! – krzyknął wesoło.

- Juhu, Patrick idzie z nami! – chłopiec złapał go za rękę.- Chciałbym mieć takiego tatę, wiesz? – powiedział nagle, kiedy wsiadali do samochodu.

- A ja byłbym dumny z takiego syna – odparł bez zastanowienia.

- Zapnij pasy – Brenda chciała jeszcze coś dodać, ale zrezygnowała, bo co mogła na to powiedzieć? Jack miał rację. Też chciała żeby miał takiego tatę…

…………………………………………

Szła szybkim krokiem przez szeroki szpitalny korytarz. Mijała białe drzwi, a serce jej biło jak szalone. W dłoni ściskała torbę wypełnioną szczelnie owocami i sokami. Przystanęła. Sala numer 44. To tu. Weszła do środka, cicho zamykając za sobą drzwi. Podeszła do łóżka, ale nie zauważył jej. Leżał z przymkniętym powiekami. Usiadła obok, wpatrując się w jego bladą twarz. Ścisnęło jej się serce. Czy to ten sam Lucas? Przystojny, wesoły chłopak, który miał przed sobą całe życie? Tak bardzo chciała żeby Paddy był tu z nią teraz. Nawet nie wiedział, że przyszła. Nie chciał słyszeć o Lucasie, nie docierały do niego żadne argumenty.

- Laura…- otworzył oczy, poruszył się niespokojnie.- Paddy tu jest? – spróbował podnieść głowę.

- Leż, Lucas – dotknęła jego policzka.- Nie ma go. Nie denerwuj się.

- Nie chce mnie znać…- opadł na poduszkę- Nie dziwię mu się…- zakaszlał. – Wody…- jęknął. Głos miał ochrypły, oddech urywany i ciężki.

- Proszę – podała mu szklankę. Napił się łapczywie.- Tylko spokojnie…- wpatrywała się w niego z niepokojem.

- A ty co tu robisz? – zapytał po chwili. Wyglądał jakby lepiej. Oddychał miarowo.

- Jak to co? – uśmiechnęła się.- Przyszłam cię odwiedzić. Mam banany, jabłka, sok pomarańczowy…- zaczęła wyjmować je z torby.- Chociaż nie wiem czy możesz coś jeść? – spojrzała na kroplówkę wkłutą w jego nadgarstek.

- Nie bardzo – ożywił się trochę.- Chemia. Jedyne co robię to wymiotuję.

- Nie możesz być ciągle sam – rozsunęła rolety żeby wpuścić trochę światła.- Porozmawiam z Maite, z Jimmym, z Nicole, przecież chętnie się z Tobą zobaczą!

- Nie chcę! – krzyknął ostro.- Nikomu nie mów, nie potrzebuję litości.

- Jakiej litości?- zapytała zdziwiona.- Jesteś chory. Potrzebujesz wsparcia, pomocy…

- Paddy wie, że tu jesteś? – zapytał nagle, unosząc się na łokciach.

- Nie – odpowiedziała wolno.- Pokłóciliśmy się…Nie chciał o tym słyszeć – wyznała szczerze.

- W takim razie idź już – westchnął.- Nie okłamuj go.

- Nie mam zamiaru – oburzyła się.- Powiem mu, oczywiście, że mu powiem. Jak trochę ochłonie – wstała i przeszła się po sali.- Martwię się o ciebie – zmieniła temat.- Może mogłabym porozmawiać z lekarzem?

- Przestań – roześmiał się gorzko.- Nie udawaj mojej przyjaciółki. Najlepiej będzie jak już sobie pójdziesz.

- Lucas – usiała na brzegu łóżka.- Bardzo mi przykro, że tak się wszystko potoczyło – ujęła jego bladą dłoń.- Byłeś dla nas jak brat. Dla Paddiego , dla mnie…Nigdy nie powinnam była pozwolić ci myśleć, że jest inaczej – westchnęła.- Ale stało się jak się stało…- przez chwilę wpatrywała się w nieskazitelną biel otaczających ich ścian. Była takie smutne, przygnębiające…- Codziennie dziękuję Bogu za to, że Paddy jest znowu ze mną – uśmiechnęła się lekko.- Jest zawzięty i trochę go rozumiem. Zraniliśmy go oboje bardzo, jego rana jeszcze się nie zagoiła. Wiem też, że nie życzy ci źle. Po prostu potrzebuje czasu.

- Nie mam go…- szepnął Lucas cicho.

- Popełniliśmy masę błędów Lucas – kontynuowała, patrząc na niego z powagą.- Zawsze jednak byłeś mi bliski i nie pozwolę żebyś leżał tu sam, rozumiesz?

- On nigdy mi nie wybaczy…

- Wybaczy – uśmiechnęła się.- Jemu też ciebie brakuje, wierz mi. Przyjdzie czas i porozmawiacie, obiecuję ci to – nadal trzymała go za rękę, obserwując jak lekki rumieniec wylewa się na jego policzki.

- Zaczynam ci wierzyć, jak ty to robisz?

- Po prostu go znam – rozejrzała się po pustawym pokoju.- Masz tu jakiś telewizor? Co robisz całymi dniami? – spróbowała żartować choć serce ściskało jej się z żalu.

- Rano jogging, potem śniadanko, najczęściej jajka na bekonie… Praca, a wieczorem jakieś piwko, wyjście na miasto…Nuda…- uśmiechnął się dzielnie.

- Lucas ja…

- Zastanawiałaś się kiedyś jak tam jest? – przerwał jej.

- Gdzie? – zapytała, choć doskonale wiedziała o czym mówi. Obleciał ją strach. W tym momencie miała ochotę uciec. Uciec z tego miejsca przepełnionego smutkiem. Ale nie mogła. Nie potrafiła go zostawić.

- Tak gdzie idziemy po śmierci – odpowiedział spokojnie.- Nigdy nie wierzyłem w te bzdety. Piekło, niebo…Puste słowa. Ale ostatnio coraz częściej o tym myślę. Wierzysz w to? W to, że jest coś po śmierci? – jego blado – niebieskie oczy patrzyły na nią wyczekująco.

- Wierzę – odpowiedziała od razu.- I w to, że tam jest dobrze, może nawet lepiej? Ale jeszcze nie teraz Lucas, nie teraz. Przejdź przez tą chemię i wychodź stąd. To nie miejsce dla ciebie. A te jajka zjemy wspólnie, co? I nawet poświęcę się na jogging, chociaż nie cierpię biegać – zrobiła śmieszną minę.

- Postaram się – odpowiedział słabo.- Przyjdziesz jutro? – zapytał, kiedy sięgnęła po torebkę. Było już późno, powinna wracać.

- Przyjdę – nie wahała się ani chwili. Cmoknęła go w policzek.- Trzymaj się – szepnęła, zamykając za sobą drzwi.

………………………………………

- Wejdziesz na drinka? – zapytała Brenda, kiedy zaparkował pod jej okazałą rezydencją. Jack natychmiast pobiegł do swojego pokoju, gdzie czekała na niego nowa gra komputerowa, prezent od mamy.

- W zasadzie to…- spojrzał na swój telefon. Znów nie mógł się dodzwonić do Laury.- Czemu nie? – odpowiedział, trochę wbrew zdrowemu rozsądkowi. – Dosłownie na minutkę – otworzył bramę i przepuścił ją pierwszą.

- Wiesz, muszę odreagować – wpuściła go do salonu, a sama udała się do kuchni. Wyciągnęła dwie szklanki, gin i tonik. Pokroiła cytrynę, rozkruszyła lód.- W pracy chcą mnie wykończyć.

- Az tak źle? – stanął w drzwiach.- W czymś pomóc?

- Proszę – podała mu tacę.- Lubisz krewetki?

- No pewnie – prawdę mówiąc był już trochę głodny.- Masz w domu? Znam świetny przepis. Potrzebne jest tylko masło, czosnek i pietruszka.

- Proszę bardzo szefie – podała mu produkty i z ciekawością obserwowała jak krząta się po kuchni. Podwinął rękawy swojej jasnej koszuli i pogwizdując zajął się przygotowaniem kolacji.

- A wracając do mojej pracy – westchnęła, sięgając po szklankę.- Mam dość. Teraz liczy się tylko tania sensacja, nic więcej. Nikogo nie interesuje prawdziwe dziennikarstwo.

- Zaczynam doceniać swój wolny zawód – roześmiał się. – Szykuj talerze, zaraz będzie gotowe.

- Pachnie znakomicie – pociągnęła nosem.- Poczekaj, tylko szybko się przebiorę – Wróciła ubrana w luźną zieloną bluzkę i wygodne spodnie. Włosy splecione w niedbały warkocz opadały na jedno ramię.

- Wow – mruknął z uznaniem.- Teraz podobasz mi się o wiele bardziej niż w szpilkach i marynarce.

- Przypominam dziewczynę z Irlandii? – roześmiała się, sięgając po talerz napełniony krewetkami.- Przepyszne – powiedziała po chwili z pełnymi ustami.

Świetnie im się rozmawiało. Wspominali Irlandię, zielone wzgórza i deszczową pogodę. Paddy opowiadał o swoim dzieciństwie, przypominał sobie stare irlandzkie piosenki i nucili je razem z Brendą, dolewając sobie ginu. Nawet nie zauważył, że butelka się skończyła. Na szczęście barek był bogato zaopatrzony.

- Miałam kilka związków po śmierci męża – kolejną godzinę później Brenda wymachiwała pustą szklanką.- Ale faceci to świnie, chodzi im tylko o jedno. Dolej mi – podstawiła mu ją pod nos.

- Ależ proszę cię bardzo – napełnił szklanką i sam dokończył prosto z butelki.

- A z tobą jak to było? – zapytała nagle. – Jaka jest ta twoja Laura? Dlaczego się rozstaliście?

- Jak było z nami? – język mu się plątał.- Historia stara jak świat. Zdradziła mnie, odeszła – zaśmiał się.- Za dużo wypiłem – jęknął.

- Ale z kim? – jej dziennikarski umysł ożył i nagle wytrzeźwiała.

- Z kim? – wybełkotał.- Z moim przyjacielem. Przyjacielem całej rodziny – prychnął.- Zresztą bardzo szybko chciała wrócić, nie pozwoliłem jej na to…

- A jednak jesteście razem – wtrąciła Brenda.

- Bo nie wytrzymałem – zapatrzył się w swoją szklankę.

- Nie wytrzymałeś? – zapytała, patrząc mu prosto w oczy.

- Brenda, Brenda…- głowa opadała mu na oparcie fotela. – Jaka ty jesteś uparta.

- W końcu w połowie jestem Polką – zaśmiała się, przysuwając się odrobinkę bliżej. Spod przymrużonych powiek obserwowała jak nieco za długa grzywka opada mu na czoło. Górne guziki jego koszuli rozpięły się, ukazując fragment klatki piersiowej. Poczuła ucisk w dole brzucha. Miał w sobie coś takiego…Coś, co sprawiało, że budziły się w niej głęboko ukryte uczucia, o których istnieniu nie miała bladego pojęcia.

- No tak, Polką…A więc nie można ci ufać…

- Ufać?- spojrzała na niego, zaskoczona.- O ile mnie pamięć nie myli, twoja dziewczyna też nią jest. Nie ufasz jej?

- Ufam. Chyba…- podniósł głowę. Przez chwilę nad czymś się zastanawiał. Podniósł szklankę, ale po chwili odstawił ją z powrotem.- Kiedy ją poznałem, wszystko się zmieniło – uśmiechnął się do swoich wspomnień. – Poczułem, że spotkałem kogoś, z kim chcę być. Wszystko nabrało sensu. Moje życie, praca, muzyka. Znów chciało mi się rano wstać z łóżka, komponować, śpiewać…Dla mnie była idealna. Od razu wiedziałem, że będziemy razem. Było cudownie dopóki nie pojawił się Lucas.

- Lucas?

- Taaa – mruknął. W głowie mu huczało. Z trudem zbierał myśli. – Mój kumpel. Przyjaciel, którego znałem od dzieciństwa. Może jestem głupi, może naiwny…- odgarnął włosy z czoła.- Niczego nie zauważyłem. Odeszła, a raczej uciekła w dniu, kiedy chciałem się oświadczyć.

- Mówisz poważnie? – pokręciła głowa z niedowierzaniem.

- Chciała wrócić, nie zgodziłem się. Nie mogłem. Przez kolejne dwa lata mojego drugiego małżeństwa, myślałem tylko o niej. Teraz jest ze mną, a ja nie mogę zapomnieć. O Lucasie, o dziecku, o Jasonie…- schował twarz w dłonie.- Nie mogę się do niej dodzwonić i wariuję. Ufam jej przecież, a jednak się boję. Nie wiem gdzie jest i różne rzeczy przychodzą mi do głowy – głos mu drżał. Z trudem podniósł głowę.

- Paddy…O jakim dziecku mówiłeś? – zapytała bardzo cicho.- I kto to jest Jason?

- Muszę już iść – wybełkotał, próbując wstać. Urżnął się, ale jej słowa trochę go otrzeźwiły. O mało się nie wygadał. Idiota z niego. Wspomnienia wróciły ze zdwojoną siłą i nic nie mógł na to poradzić.

- Zostań, prześpisz się na kanapie – chwyciła go za rękę.

- Zostaw! – wyrwał się ostatkiem sił.- Pójdę już – z ogromnym trudem założył kurtkę o ruszył w stronę drzwi.- Brenda…- zatrzymał się na chwilę.- Fajna z ciebie dziewczyna – mówiąc to wyszedł, a ona przez dłuższą chwilę patrzyła za nim, z nadzieją, że jeszcze wróci.

Właściwie miała już gotowy artykuł. Mogła jeszcze poczekać i wyciągnąć z niego coś więcej o dziecku i tajemniczym Jasonie, ale nie miała czasu. Szefowa i tak od dawna była na nią wściekła.

……………………….

Było już grubo po północy, kiedy usłyszała szczęk klucza. Coś spadło, z trzaskiem rozbiło się o podłogę. Zerwała się z kanapy, na której przysypiała, czekając na niego.

- Gdzie byłeś tak długo? Martwiłam się…- stanęła w przedpokoju i ze zdziwienia otworzyła usta. Był kompletnie pijany. Chwiał się, próbując złapać równowagę. – Widzę, ze nieźle się bawiłeś – szepnęła rozczarowana. Chciała odejść, ale złapał ją za łokieć i przyciągnął z powrotem.

- A ty? – wpatrywał się w nią intensywnie.

- Co ja?

- Gdzie ty byłaś? – jego głos zdradzał powstrzymywaną wściekłość.- Cały dzień dzwoniłem.

- Dzwoniłeś? Przepraszam, pewnie padł mi telefon – odnalazła swoja torebkę i wyjęła z niej komórkę.- Nawet nie zauważyłam…

- Ufasz mi? – zapytał nagle, podchodząc bliżej.- Byłem u Brendy, zaprosiła mnie na drinka – bełkotał.

- Oczywiście, że ufam! – krzyknęła zszokowana.- Dlaczego mi to mówisz?

- A ja cały czas zastanawiałem się co robisz – usiadł przy stole, zwiesił nisko głowę.- Nie chciałem o tym myśleć, a jednak myślałem!

- O czym Paddy?- usiadła obok. Chciała go objąć, ale nagle wydało jej się to niestosowne.

- O Lucasie, o twoim dziecku, o Jasonie i tych wszystkich facetach…Wielu ich było?

- Proszę cię przestań…

- Co dzisiaj robiłaś? – podniósł głowę. Spojrzała w te jego najukochańsze na świecie oczy. Chciała mu opowiedzieć o wszystkim. O Lucasie, o jego chorobie, o rozmowie o śmierci…Ale przecież nie teraz. Nie zrozumiałby.

- Byłam w szpitalu, jak zawsze…A potem czekałam na ciebie.

- Laura, cholera jasna! – nagle wziął ją w ramiona. – Tak cię kocham. Cholernie cię kocham i nie radzę sobie z tym wszystkim! Dlaczego mi to zrobiłaś? – wtulił twarz w jej ramię.- Nie mogę zapomnieć…

- Przepraszam, przepraszam, przepraszam….- szeptała, głaszcząc jego włosy.- Cóż więcej mogła powiedzieć…